16 stycznia 2019

Od Lielun'a C.D: Canis

Pomasowałem swoje ramię, wstając i tym samym dołączając do Canisa na środku sali. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Była to w sumie przyjemna rozrywka, a jednak bez mojego małego zakładu szybko stałaby się nudna. Tak przynajmniej był jakiś cel w tym co robiliśmy. Nie lubiłem brać się czegoś, co nie miało żadnego sensu. Możliwe, że było to błędne nastawienie do życia, ale mimo wszystko… Niczym kot wolałem oszczędzać swoją energię. Może dlatego też tak wiele czasu spędzałem zwyczajnie wylegując się na swoim niezbyt wygodnym tronie? Dobrze, że dodałem do niego miękką poduszkę, inaczej już dawno czułbym plecy i ich niższe części.
- Nie, raczej nie. W razie ran również się tym zajmę – powiedziałem z uśmiechem, przybierając odpowiednią pozę do rozpoczęcia walki. – Gotowy?
Canis skinął głową, a ja doskoczyłem do niego, pchając ostrzem w przód, w okolice jego klatki piersiowej. Ustawiłem ostrze tak, że nawet jeżeli udałoby mi się go dźgnąć, nie miałbym możliwości wbić szabli między jego żebra. Nie oznaczało to, że bym go nie zranił, ale tym samym nie uszkodziłbym jego płuc. Chciałem kontaktu ostrza z jego ciałem, nie jego śmierci. Oczywiście by wygrać mógłbym go zwyczajnie powalić na ziemię i przystawić ostrze do jego gardła, ale Canis był wilkołakiem, a ja mieszańcem człowieka z elfem. Nie byłem na tyle silny, aby go przewrócić. Byłem zwinny, ale nie silny. Mogłem zaledwie wygrać dzięki prędkości swych ataków.

15 stycznia 2019

Od André C.D: Reinera

O tym, że jego posiadłość była ostatnimi czasy obiektem żywego zainteresowania lokalnych szumowin, dowiedział się przypadkiem.
Była noc, ciemna, zimna i wietrzna. Na dworze hulał wicher mroźny i klujący śniegiem. Ann, popijając wino, słuchał pogwizdywania wiatru w nieszczelnych oknach szynku. Właśnie miał zamiar udać się do kontuaru po następną kolejkę, gdy do jego uszu doleciały strzępki pewnej interesującej rozmowy. Wytężył słuch, z zaciekawieniem wodząc wzrokiem po zebranych, subtelnie szukając źródła dźwięku.
Kilka stolików dalej dwóch mężczyzn przyciszonymi głosami rozprawiało na temat planowanego włamania do pewnej starej posiadłości należącej do znanego w okolicy łotra. Jeden z nich - niechlujnie ubrany starzec o małych szczurzych oczkach i łysinie starannie ukrytej pod kapturem - był zdecydowanym entuzjastą tego pomysłu. Uderzając raz po raz na wpół opróżnionym kuflem o blat, orzekał, że gdyby znał szczegóły, sam chętnie wziąłby udział w kradzieży, jako że ów łotr kiedyś okpił go na dwieście plantae, sprzedając kolię z fałszywych pereł, które, nawiasem mówiąc, prezentowały się zupełnie jak prawdziwe i dopiero jubiler przy próbie sprzedaży uświadomił mu, że są felerne. Drugi z mężczyzn był bardziej oszczędny w słowach. Kiwał jedynie głową na uwagi towarzysza i leniwie sączył coś z porysowanego kubka. Od niechcenia wtrącał tylko od czasu do czasu kilka ogólników, na przykład, że słyszał, iż podobno przyszli łupieżcy spodziewają się znaleźć w niej niebywałe kosztowności, w tym przedmioty o niecodziennych właściwościach. Łysy zaśmiał się na to perliście i stwierdził, że ten, kto ośmieli się po nie sięgnąć, nie napotka trudności, gdyż posiadłość, w której podobno to są ukryte, wygląda na zniszczoną i niestrzeżoną. Jeszcze kilka chwil rozmawiano o włamaniu, potem zaczęto rozprawiać o interesach, aż w końcu obaj panowie pożegnali się i każdy ruszył w swoją stronę.

13 stycznia 2019

Laren Meer

Wiek: Nieznany | Data urodzenia:  15.04.XXXX
Płeć: Mężczyzna | Orientacja: Panseksualny
Rasa: Wampir | Pod-rasa: Pierwotny
Krąg: Dolny | Zawód: Brak
Klan: Brak

Charyzma: 6 | Inteligencja: 7 | Percepcja: 6
 Siła: 2 | Wytrzymałość: 1 | Zręczność: 4
 Szczęście: 5

Umiejętności:
Ładunek elektryczny (m), Wszystkie panujące na świecie języki (w)

Poziom: 1 | Punkty: 0/50

10 stycznia 2019

Od Chrisa C.D: Lennie


Nie sądziłem, że Lenni będzie tak dobrze wyglądał w podarowanej odzieży. Całość leżała na nim idealnie. Nie była przesadna. Nie była także tak luźna, jak typowe dla chłopaka szaty przez co można było dokładnie ujrzeć jego wdzięki. Miał przyjemne szerokie biodra oraz delikatną budowę. Ideał w moich oczach, choć nawet przed sobą się do tego nie przyznałem. Upiłem zaledwie więcej alkoholu. Szybko zapomniałem o tych myślach. Anielica rozbawiła mnie swoim typowym nadmiernym entuzjazmem, gdy objęła młodszego. Był niczym szmaciana lalka w jej uścisku. Mogła nim ciągnąć, gdzie chciała i nawet nie był w stanie się zaprzeć. Był w końcu delikatny… Chyba pierwszy raz to zauważyłem. Wypiłem kolejny łyk i w ten sposób opróżniłem cały kieliszek.
- W Dolnym Kręgu – odparłem zgodnie z prawdą i chwyciłem za butelkę, aby napełnić pusty kieliszek. – Nie do końca jest tu… Legalnie.
Ufałem anielicy. Wiedziałem, że się nie wygada, ani mnie nie wyda. No dobra. Wiedziałem, że mnie nie wyda. Nie byłem pewien co do wygadania. Kobieta ta zdaje się lubiła plotkować, ale i tak jej ufałem. I wiedziałem, że nie jest dzieckiem, więc nie musiałem jej mówić oczywistego, czyli że ma nie dzielić się z nikim tą informacją. Oboje wiedzieliśmy, że jakby się wygadała to czekałaby nas obu deportacja. Moja do Observera, a Lenniego do Dolnego Kręgu bez możliwości powrotu. Albo może i gorzej? Wolałem mimo wszystko zapobiec temu.

Od Reinera C.D: André

Poranek był jakże typowy. Wybudziłem się z pustego snu. Takiego bez żadnych obrazów czy niezwykłych przygód. Był to znany mi koszt zdolności wkradania się w cudze sny. Oznaczał on, że twoje własne nie mają żadnej barwy, są nijakie. Z tego powodu niezbyt lubiłem zapadać w ten stan, ale czasami miałem taką potrzebę. Choćby by szybciej minęła noc albo by zregenerować ciało i umysł. Z łóżka wymaszerowałem do łazienki, a tam jak zawsze najdłużej spędziłem pod prysznicem, ogrzewając zmarznięte ciało. Zabawne. Przez tyle lat co pracowałem w tym sklepie pewno mogłem zaoszczędzić na coś lepszego albo chociaż na lepszą izolację ścian. A ja jak ten osioł upierałem się przy pozostaniu tutaj i wolałem wkładać pieniądze tylko w nowe produkty na sprzedaż oraz drobne przyjemności. To już nawet nie było hobby, to było uzależnieniem.
Ubrany w typową dla mnie odzież udałem się do kuchni. Tam przygotowałem herbatę i dolałem do niej swojego specyfiku. Zauważyłem, że ich ilość drastycznie zmalała. Oznaczało to, że będę musiał zamówić nowe, ale póki co jeszcze mi się nie śpieszyło. Ufałem osobie, która mnie w nie zaopatrzała i wiedziałem, że on też wie na kiedy musi wyprodukować ich więcej. Parę razy zastanawiałem się co dokładnie w nich jest, ale uznałem, że będę zdrowszy w niewiedzy.