Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amor. Pokaż wszystkie posty

14 kwietnia 2018

Amor: Zakończenie


Waltteri pomógł ciału osunąć się na ziemię. Zrobił to ostrożnie, by nie zrobić mu szczególnej krzywdy. Następnie, oparł go o ścianę. Nawet nie zwrócił uwagi na jego kolor włosów czy na słowa tamtej kobiety. Drżącymi rękami, wybrał numer Lieluna.
- Coś się stało? Czy macie go? - Zapytał mężczyzna, po natychmiastowym odebraniu telefonu.
- M…mam…chyba… Jestem w górnym kręgu… i… mógłbyś przyjść? Najlepiej ze strażą… uśpiłem go.
- Gdzie dokładniej? – Usłyszał głos w słuchawce, lecz wydawał się mu odległy.
- Pierwszy apartamentowiec idąc główną drogą – Mruknął nieco nieobecny.
Zakończyli rozmowę i wampir opuścił telefon, siadając na ziemi, naprzeciwko nieprzytomnego mężczyzny. Władcy podziemi nie zajęło długo, aby dotrzeć do wampira z parą strażników. Wymienił z nim kilka słów, a towarzyszom kazał wziąć mężczyznę do pałacu na przesłuchania. Nawet nie był świadom, że ten jest niewinny, ale nie zamierzał ryzykować. Wolał przesłuchać niewinnego, niż pozwolić winnemu odejść i kontynuować to co zaczął. Następnie zmartwiony o Canisa zapytał, gdzie znajduje się wilkołak. Odpowiedź nie do końca mu się podobała. Z słów wampira wynikało, że Amor miał współpracownika, który mógł aktualnie zagrażać jego pracownikowi.

29 marca 2018

Amor: Canis


Za zakrętem zauważyłem mężczyznę w kapturze. Bardziej, w zasadzie usłyszałem rzucone przez Amora przekleństwo, wtedy uniosłem swój łeb i przyjrzałem się dokładniej, któż to ucieszył się tak na mój widok.  I cóż mogłem zrobić, w sytuacji, gdy osoba, którą tropiłem,  nagle rzuciła się do ucieczki?  Zanim zdążyłem się zastanowić, czy Amor ma jakieś wsparcie, czy nie, czy to w ogóle jest bezpieczne, już skoczyłem w pogoń. Zerwałem się do przodu,  długimi susami nabierając pędu. Śnieg pokrywający ziemię nie przeszkadzał mi wcale - długie pazury pomagały, by uzyskać bardzo dobrą przyczepność.

Amor: Canis & Waltteri

Amor po zejściu na ziemię od razu wszedł w tłum głównej ulicy, co spowodowało, że w tej pozycji niemożliwym było go zauważyć. Ponadto nie ociągał się, nie zamierzał. Nie był tak głupi jak się mogło wydawać, bowiem jego zapach nagle z jakiegoś powodu się rozdzielił na dwa i jeden trop prowadził do środkowego mostu na zachód, zaś drugi ciągnął się w przeciwną stronę ku wschodu. Mocniejszy zapach prowadził w lewo i to tym tropem wampir chciał podążyć.
- Chcesz dla pewności się rozdzielić? – zapytał swojego wilczego towarzysza.
Canis nie był w stanie mu werbalnie odpowiedzieć i z tego powodu kiwnął swoim wilczym łbem w górę i w dół, co było łatwe do zrozumienia. Waltteri nie był zbyt przekonany co do rozłąki, prawdopodobnie nawet się bał. Pogłaskał jednak futro wilkołaka, po czym się od niego odłączył i ruszył swoim tropem, podczas kiedy wilkołak ruszył w stronę przeciwną. Widać Amor nie spodziewał się takiej rozłąki. Świadom był dwóch przeciwników, lecz albo nie miał wystarczająco czasu, by skombinować więcej zapachów, albo zwyczajnie sądził, ze ci wolą się trzymać razem.

28 marca 2018

Amor: Canis & Waltteri

Weszliśmy do baru. Zaciągnąłem się dobrze znanym mi zapachem dymu, alkoholu i potu. Zapach średnio przyjemny, czy kojarzący się dobrze, ale jednak na swój sposób uspakajający. Przynajmniej dla mnie, odnosił się do przeszłości.  Spojrzałem na ludzi, szybko taksując ich wzrokiem. Ciężko było mi zauważyć, w mdłym świetle, jakiegokolwiek rudzielca.
- To co robimy? Spytać o przejście na dach? - Zapytałem, odwracając się do wampira. Ten skinął głową i rozglądał się dalej po sali. Wiedząc, że Waltteri ma większe szanse, by wypatrzyć Amora, niż ja, ruszyłem do baru. Stało tam dwóch barmanów, jeden, niższy, o ptasim dziobie i piórach. Zmarszczyłem brwi, coś w nim mi nie odpowiadało. Nie byłem w stanie stwierdzić co, lecz odwróciłem się ku drugiemu z barmanów. Pachniał wilkiem. Uśmiechnąłem się, bardziej obnażając zęby, niż ukazując radość. Ze swoim się prędzej dogadam.

20 marca 2018

Amor: Canis & Waltteri


- Wy też go widzieliście? – zapytała kobieta, która handlowała zmutowanymi psami. Spoglądała wciąż niepewnie ku pubie, jakby chciała się upewnić, że nic tam nie pojawi się na nowo. Wyglądało na to, że i ona widziała w ciemności oraz zauważyła strzelca stojącego wcześniej na dachu.
- Tak – odpowiedział powoli wilkołak, a kobieta przeniosła na niego wzrok.
- Zasrany dupek. Jak tak dalej będzie odstraszał klientów to nic nie sprzedam. Ma on jakiś problem z handlem, czy co? – fuknęła zdenerwowana.
- Raczej ma problem z nie byciem dupkiem – westchnął Canis, obserwując w między czasie psiaki.
- Zamierzacie się nim zająć? – zapytała z nadzieją.
- Tak – kiwnął głową.
Wampir w tym czasie podszedł ostrożnie do wilkołaka, wciąż przy tym milcząc. Kobieta złożył ramiona na piersi. Zależało jej na pojmaniu Amora, bo jako pierwsza postanowiła szczerze pomóc Canisowi z Waltterim. A może jednak to co zamierzała im przekazać było tylko kłamstwem? Może jednak chciała ratować Amora. W końcu jako jedyna nie uciekała przed nim. Może się znali i nie czuła się zagrożona?

11 marca 2018

Amor: Canis & Waltteri


   Na targu panował niewielki ruch, nikt nie sprzedawał dziś niewolników. Ogólnie istot było mało, jeden demon, jakaś syrena. Lubiłem syrenki, fajne rybki , chciałbym akwarium z tymi ślicznymi słodziakami. Może powinienem zaproponować to Lilusiowi? W Sali tronowej było dość pusto, duże akwarium byłoby urozmaiceniem. Syreny śliczną ozdobą. Piękne, chichoczące, wyobrażałem sobie siebie w kręgu tych uroczych rybek.  A może w ramach nagrody poproszę o te rybki, jedną, albo dwie… może trzy? Opiekowałbym się nimi, karmił, głaskał.
   Odstawiając to słodkie gdybanie na później, rozejrzałem się po reszcie placu. Jakieś trzy osoby szeptały między sobą. Kobieta sprzedawała śliczne pieski, były inne, zdeformowane. Wyglądały na takie, które potrzebują trochę ciepła. Dostrzegając, że póki co nie dzieje się nic niepokojącego, spojrzałem w niebo
   -Lubię noc, jest ładna –Powiedziałem na głos do Canisa
   -Nawet na ulicach dolnego kręgu? – Zapytał spoglądając na mnie
   -Oj Canis, noc jest taka sama wszędzie. Noc sama w sobie nie ocenia, po prostu jest.  –Wytłumaczyłem mu wesołym i ciepłym tonem. To, że  wokół nas było ponuro i niebezpiecznie, nie zmieniało faktu, że piękna noc nikogo nie oceniała.
   Mężczyzna jedynie zmarszczył brwi z prostym ,,Yhm’’ Nie zamierzałem go zmuszać do tego tematu, więc skupiłem się na uroczych zwierzątkach, które sprzedawała owa kobieta.
   -Myślisz że mógłbym kupić pieska? –Zapytałem, patrząc na zdeformowane istoty
   - Nie do mnie takie pytania. – Odpowiedział wzruszając ramionami- tylko nimi trzeba się zajmować.
Miałem zapytać czy sądzi, że Lielun by się zgodził, jednak podszedł do nas arlif, wysoki na dwa metry wilk, stojący na dwóch łapach. Zapytał, czy nie szukamy wojownika
   -Wojownika? –Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, lekko zdziwiony
   - Mogę dla was kogoś zabić, postraszyć, połamać, wygrać walkę uliczną – Wymienił szybko listę usług.

9 marca 2018

Amor: Canis & Waltteri

Pora roku jaka panowała spowodowała, że nie musieli czekać długo na ciemności pochłaniające miasto. W wielu mieszkaniach istoty pozapalały już światła, neonowe znaki wielu miejsc oświetlały ulice pod sobą. Z taką ilością informacji w kolorowych światełkach nawet nie było potrzeby na obecność latarni. A w mniejszych uliczkach takich i tak nie było. Wielu nauczyło się, że nocą lepiej spacerować głównymi ulicami. Dolny Krąg tętnił życiem całą dobę, lecz zgony były częstsze po zmroku. Jeżeli spojrzeć na styl Amora albo się on podszywał pod normę mieszkańców Dolnego Kręgu, albo jednak sam był mieszkańcem tej części miasta. Z drugiej strony to raczej była prosta logika – strzelać nocą by nikt go nie zauważył. A nawet jeżeli były istoty widzące w mroku to i tak mniej świadków niż za dnia. Do tego lokalizacja idealna. Targ był pełen kupców, jak i sprzedawców nawet o tej porze. Zaledwie jakość towaru się zmieniała. Za dnia zwykła zwierzyna, produkty spożywcze czy tego typu normalne rzeczy. Nocą zaś prywatne dziwki, służący, łatwiejszy dostęp do narkotyków, czy choćby i osób oferujących swoje usługi jako płatni zabójcy, niekoniecznie powiązani z klanem Menes. Para śmiałków mogła wyruszyć już wraz z zniknięciem słońca, bądź mogli oni też jeszcze odczekać nieco czasu. Wszystko zależało od nich.

5 marca 2018

Amor: Canis & Waltteri



Westchnąłem ciężko, kto jak kto, ale burdelmama nie ukrywałaby informacji, mając szansę na zarobek. Podziękowałem za rozmowę z ciocią, pożegnałem się, po czym opuściłem pomieszczenie. Zatrzymałem się za drzwiami pokoju właścicielki i obejrzałem na naburmuszonego wampira. 
- Coś ty taki wściekły? -Spytałem, widząc ponurą minę Waltteriego. W odpowiedzi usłyszałem jedynie prychnięcie. Zmarszczyłem brwi, niepewny o co chodzi.
- Hej, zapytałem o coś - powiedziałem szybko, ostrożnym tonem -  Wkurzyłem cię? - Dopytywałem.
-Nie ty,  Caniś, ty mnie nigdy nie wkurzasz - Odpowiedział cicho i ciepłym, przyjemnym dla ucha tonem. Westchnąłem ponownie.

Amor: Canis & Waltteri

Cudze rozmowy nie były zbyt ciekawe. Sporo osób rozmawiała na zwykłe, codzienne tematy. Ktoś narzekał na zimno. Amor raz został wspomniany, lecz tylko w formie narzekania. „Nie dość, że zima nadeszła i śnieg się sypie z nieba to jeszcze pojawił się jakiś kretyn z łukiem. Słyszałam, że więcej umiera niż się w kimkolwiek zakochuje. Dam sobie rękę uciąć, że to sprawa tamtych szaleńców. Ktoś mógłby się nimi w końcu zająć. Albo ten cały „władca” jest na nich za słaby, albo z nimi współpracuje”, żaliła się jakaś kobieta innej. Stały sobie pod ścianą jakiegoś budynku i aktualnie paliły wspólnie papierosy. Wampir zaledwie warknął pod nosem, lecz nie zatrzymał swojego towarzysza. Wilkołak również nie zwrócił zbytnio uwagi na plotkary. Prócz nich już nikt nie wspomniał nic na temat istoty biegającej z niebezpieczną mieszanką eliksirów. Spokojnie dotarli do burdelu, który jak zawsze cieszył się popularnością. Przed drzwiami stała aktualnie kobieta z samą spódnicą, ukazująca swoje piersi. Uśmiechnęła się do wampira z wilkołakiem i zagadała do nich.
- Wchodźcie, wchodźcie. Jestem pewna, że dla tak urodziwej pary znajdzie się nawet drobna zniżka – zachęcała. Jednym ramieniem wskazywała na spore otwarte drzwi, a drugim wykonywała gest jakby chciała coś zamieść w powietrzu.

28 lutego 2018

Amor: Canis & Waltteri

   -Byłem grzeczny –Zauważyłem patrząc na Canisa, trochę żałowałem, że chociaż się nie posiliłem elfem… ta słodka czysta krew, którą czułem samym węchem. Taką krew, miały tylko elfy i anioły. Picie z nich, było, jak zajadanie się słodkościami. A ja właśnie straciłem okazje na taki posiłek. Jednak,  Caniś mówił by go zostawić, no i chłopak bardzo się bał. Chyba był tu nowy… Więc zrobiłem słusznie, tak myślę. Czasami słuszność jest nieprzyjemna. Dlaczego to co słuszne nie zawsze jest miłe? Czy dobro nie powinno być miłe? Ciepłe? Zmarszczyłem brwi w nagłym zamyśleniu, już nie patrząc na mężczyznę.
    - Widziałem. Dziękuję. – Znów przeniosłem na niego wzrok, kiwnął głową, uśmiechnął się.
Poczułem to milutkie ciepło, na które czekałem. Na powrót zamaskowałem zapach, schowałem kły.
-Będę dla ciebie zawsze grzeczny – Oznajmiłem wesoło, łapiąc go za rękaw kurtki
    - Bo jeszcze uwierzę – Odpowiedział, ponownie się uśmiechając.

26 lutego 2018

Amor: Canis & Waltteri

Elf skończył ponownie składać swoją broń, załadował magazynek, przeładował i wystrzelił gdzieś w bok ku ziemi. Potem znów wyjął magazynek i na nowo zaczął rozkładać broń, nic nie mówiąc do osób, które do niego podeszły. Wampir stanął w obronie wilkołaka, sycząc na elfa i pokazując mu przy tym swoje kły. Elf jednak nie był wzruszony. Dalej bawił się swoją bronią, jakby to było jego jedynym celem w życiu. Wilkołak w tym momencie przeciągnął wampira za siebie i od razu spróbował lewą ręką wyrwać broń z ręki elfa. Udało mu się to, tak samo jak popchnięcie elfa i tym samym sprawiając, że się on przewrócił na ziemię.
- Nikt cię nie nauczył, że w tłumie się nie strzela? – Warknął Canis.
- A ciebie pchlarzu nikt nie uczył szacunku do twoich panów? – rzucił wkurwiony elf, od razu zrywając się na nogi. Mimo wszystko nie zaatakował wilkołaka.
Już teraz było zimno ze względu na pory roku, lecz elf łatwo zauważył jak stół oraz broń pokrywa się lodem, co z pewnością nie było spowodowane mroźną pogodą. Spojrzał on na wampira, najwidoczniej rozumiejąc, że to jego zasługa. No w końcu psy nie miały magicznych umiejętności to czemu miałoby to być spowodowane przez przerośniętego pchlarza?
- Czego chcecie? – zmarszczył brwi.

24 lutego 2018

Amor: Canis & Waltteri

Rzuciłem okiem na demony, które odchodziły, ale i tak nie chciałem z nimi rozmawiać. Westchnąłem i wróciłem spojrzeniem do kobiety.
- Ja i mój przyjaciel - zaakcentowałem z uśmiechem - niestety nie szukamy towarzystwa. Bardziej, informacji.
Waltteri, w tym samym czasie czekał, niepewny, czego się spodziewać. W sumie, też nie byłem zadowolony, że podeszła do nas, skoro tak bardzo wyprowadziła go z równowagi, jednak teraz mogłem ją jedynie spławić w razie czego. Próbowałem w miarę subtelnie wywęszyć, z jaką rasą mam do czynienia, bym mógł wiedzieć, czego się spodziewać. Pachniała znajomo. Jak tam ta dwójka. Demon, znaczy się.
- Jakich? - skrzywiła się, nagle tracąc miłe nastawienie. Nie mogłem jej się dziwić. Nagle przepadła jej szansa niezłego zarobku. Wzdycham.
- Musiała pani słyszeć. W końcu, wy też na tym tracicie, jeśli któraś z was zostanie zgwalcona bez zapłaty - mówię powoli - Amor - tłumaczę.

Amor: Canis & Waltteri

Mimo obaw wampira, nikt nie wyskoczył, nikt nie zaatakował, nikt nawet nie krzyknął. Co prawda dziewczyna spojrzała na nich, a nawet się uśmiechnęła, ale to było wszystko. No prawie wszystko. Widać zainteresowana ich uwagą podeszła powoli, kręcąc przy tym swoimi biodrami i stawiając jedną nogę przed drugą.
- Państwo szukają kogoś do towarzystwa? – zapytała, spoglądając głównie na Canisa. – Nawet pary do mnie przychodzą szukając ciekawych doznań. Nie przeszkadzają mi trójkąciki nawet z tą samą płcią.
W trakcie, kiedy panienka do nich mówiła, parka demonów skończyła swoją przerwę i ruszyła w swoją stronę. Jeżeli Canis z Waltterim nie postanowili ich dogonić możliwe, że ci by im zniknęli z pola widzenia. Co prawda była szansa, że mogliby ich wytropić, ale czy ci by chcieli rozmawiać z istotami, które ich tropiły? Wilkołak coś przeklął pod nosem i potarł kark. Chyba przypomniało mu się coś złego. A ze strony elfa usłyszeć mogli kliknięcie broni. Chyba skończył ją składać. Po chwili wyjął magazynek i na nowo zaczął ją rozkładać.
- To jak będzie? Pewnie wam zimno. U nas się rozgrzejecie, dobrego alkoholu napijecie. A jak chcecie to i jeszcze jakieś panienki się znajdzie. Dla was może być zniżka, za takiego przystojniaka jak ty – uśmiechnęła się do Canisa, eksponując swój biust.

Amor: Canis & Waltteri


   Spojrzałem na zebrane tu i ówdzie istoty, humor przestał mi dopisywać. Stanąłem nieco za Canisem, trzymając jego rękaw.
   -Do kogo podejdziemy? –Zadałem pytanie, stwierdzając, że jednak nie chcę się z nimi zaprzyjaźniać. Ta dziewczyna, budziła we mnie z jakiegoś powodu największą niechęć. Instynkt kazał atakować, ale nie mogłem nikogo atakować od tak. Już nie.
   - Z widzenia kojarzę jedynie tamtego wilkołaka- mówiąc to, skinął głową w stronę podstarzałego mężczyzny - Ale nie sądzę, by miał ochotę nam pomóc - Przetarł twarz dłonią , by zaraz dodać- Ale dziwki zawsze dużo wiedzą –Uśmiechnął się.
   Zmarszczyłem brwi niezadowolony, nie chciałem, by do niej podchodził. Czy on niczego nie czuł? Coś z nią było, coś nie tak. I nie chodziło tu o fakt, że założyła sukienkę, gdy była zima. Brzydką sukienkę swoją drogą, w ogóle nie miała gustu. Chodziło o coś innego. Po prostu czułem, że jest zła. Zła istota.
   -Na pewno chcesz do niej podchodzić? –Dopytałem się, nie spuszczając z kobiety wzroku nawet na sekundę. Umysł kazał być czujny, a jak było mi smutno i czułem zagrożenie, to gdzieś było zagrożenie. Czaiło się. 
   - A co jest? To tylko kobieta. – Wzruszył ramionami- Dziwki mnie już chyba niczym nie zaskoczą – Zastanowił się chwilę - Ta dwójka demonów rozmawia chyba o ofierze Amora. Ale mam wrażenie, że to tylko plotki.
   -Ona… coś jest z nią nie tak, bardzo nie tak – Oznajmiłem, nie słuchając słów mężczyzny, byłem zbyt skupiony na tym, co mnie tak płoszy

Amor: Canis & Waltteri

Istoty nie chowały się w swych domach. Życie ciągnęło się dalej. Nawet jeżeli ”Amor” był niewygodny dla wielu, nie powodował on potrzeby zaszycia się w domu. Jakoś trzeba było zarabiać, coś trzeba było jeść. Wszyscy mieli nadzieję, że to szybko minie. Choć byli też tacy, którzy sami chcieli się zając irytującą istotą. Takimi osobami był Canis z Waltterim, choć oni nie byli skuszeni nagrodą pieniężną. A przynajmniej nie był to ich główny powód. Na placu zaś znajdowali się ci, którzy nie chcieli mieć z tym nic wspólnego. Mieli tylko nadzieję, że to wszystko szybko minie. Wybór zatem był spory. Najbliżej dwójki śmiałków stał młody elf, który aktualnie zajęty był składaniem swojego pistoletu. Części leżały przed nim na stole, a on zdawał się być niezwykle pochłonięty tą czynnością. Kawałek dalej stało dwóch mężczyzn (demonów) i żartowali o czym, śmiejąc się okazjonalnie. Lepszy słuch wampira czy wilka mógł wyłapać „wielki męski mężczyzna”, „no i oddał się jak pierwsza rasowa dziwka”, „może to przez Amora?”. Znów kawałek dalej pojawiła się znajoma twarz. Canis mógł rozpoznać w nim swojego dawnego przeciwnika – siwego wilkołaka. Mężczyzna zdawał się być niezwykle zdesperowany, bowiem dobre czasy pełne wigoru i siły już przemijały. Znajdowała się tu również młoda panienka, która odstawała od reszty niczym owłosiony palec wśród gołej reszty. Mimo zimy i śniegu, miała na sobie różową sukienkę sięgającą zaledwie ud oraz głęboki dekolt. Prawdopodobnie była panienką do towarzystwa bądź może posiadała tylko taki styl. Reszta osób przemieszczała się, przechodziła przez plac lub generalnie wyglądała na zajętych, choć nie oznaczało to, że dzielna parka nie mogła spróbować do kogoś zagadać.

21 lutego 2018

"Amor": Canis



Leżałem przy tronie władcy, na miękkim dywanie i starałem się odespać nocną zmianę. Nie dane  mi to było, gdy tylko do sali wpadł mężczyzna.  Jego naglący, nerwowy ton od razu mnie obudził. Dzień świętego Walentego? Nigdy nie obchodziłem  szczególnie świąt. Głównie dlatego, że matka nie miała na nie czasu. Jednak, nie to było istotą informacji. Seria gwałtów, prychnąłem, już rozdrażniony. Jakiś imbecyl stwierdził, że to świetna zabawa. No oczywiście, jakby tylko tego brakowało w Dolnym Kręgu. Bieda i ciągłe mordy to za mało. Dodajmy jeszcze trochę gwałtu. Wstałem i wolno okrążyłem tron, wiedząc, że Władca Dolnego Kręgu zwróci na to uwagę. Teraz jednak bardziej zajęty był, co z tą sytuacją zrobić. Towarzyszyłem władcy, gdy ten udał się do bocznej sali,  dyktować  ogłoszenia,  które następnie szybko zostaną rozwieszone po całym mieście. Uważnie słuchałem, by jak najwięcej zapamiętać. Dobrze, przynajmniej nie będę musiał męczyć się ze żmudnym dukaniem - to jest,  czytaniem całego ogłoszenia.

14 lutego 2018

"Amor"

Dzień świętego Walentego. Większość osób przestała uznawać ludzkie święta, ale niektórzy mieli sentyment do tego dnia. Mimo, że miłość powinno się okazywać swoim ukochanym cały rok, to w ten dzień można w pełni zaszaleć. Istoty, które postanowiły skorzystać z tych świąt nie były jedyne. Już po południu w Dolnym Kręgu pojawiły się wszędzie informacje o niebezpiecznym złoczyńcy zwanym "Amor". Miała to być osoba (bądź osoby), która za pomocą zwyczajnych staromodnych strzał wprowadzała do organizmu swoich ofiar mieszankę mikstury miłości razem z silnym afrodyzjakiem. Doprowadziło to do serii gwałtów czy innych nieprzyjemnych sytuacji. Władca Podziemia na tyle był tym zniesmaczony, że uznał to za aktualnie największe zagrożenie dotykającego tej części miasta. W obawie na możliwość przedostania się tego trendu do Górnego Kręgu, kazał wywiesić w mieście listy gończe z wysoką nagrodą za żywego "Amora". Każdy kto zdołał odkryć jego, jej bądź ich tożsamość, a następnie sprowadzić do Władcy, miał się spotkać z wysoką nagrodą pieniężną. Wiele osób od razu rzuciło się na możliwość zarobku i rozpoczęło poszukiwania anioła miłości.