-Mhm… - mruknąłem, a moje wyschnięte oczy zapragnęły się
rozpłakać. Za mglisto-mlecznym poczuciem przeszłości, nie
znajdowałem niczego poza tępym bólem głowy. Takim, jak gdybym po
prostu za długo spał. Frustrujące rozleniwiające uczucie, nic
więcej. Gdzieś tam, w więzieniu mojego nowego umysłu, siedział
ten ja, który mógł teraz szlochać, jak rozgoryczone dziecko.
Rozlać wszystkie emocje, wyrzucić je z siebie z krzykiem. Ale ten
ja był za głęboko, bym mógł coś poczuć. Moje oczy pozostawały
suche, ruchy mechaniczne, nieśpieszne. - Hej, pozwól, że cię o
coś zapytam, umiesz w ogóle kochać?
-Czemu pytasz – zapytał zbity z tropu, każdego chyba zdziwiłoby podobne pytanie, rzucone całkowicie nagle. Takt porzuciłem gdzieś po drodze, nie obchodziło mnie więc, czy robiłem dobrze.
Sam musiałem się zastanowić, dlaczego właściwie je zadałem. Zamilkłem, na kolejną chwilę, która mogła ciągnąć się wiecznością. Myśli w mojej głowy przepływały wyjątkowo wolno, mieliły się, jak przez młyn. A każda kolejna przychodziła z ciężkością, dociążając mój obolały umysł.
Westchnąłem.
-Czemu pytasz – zapytał zbity z tropu, każdego chyba zdziwiłoby podobne pytanie, rzucone całkowicie nagle. Takt porzuciłem gdzieś po drodze, nie obchodziło mnie więc, czy robiłem dobrze.
Sam musiałem się zastanowić, dlaczego właściwie je zadałem. Zamilkłem, na kolejną chwilę, która mogła ciągnąć się wiecznością. Myśli w mojej głowy przepływały wyjątkowo wolno, mieliły się, jak przez młyn. A każda kolejna przychodziła z ciężkością, dociążając mój obolały umysł.
Westchnąłem.