Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trwające Opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trwające Opowiadania. Pokaż wszystkie posty

6 stycznia 2021

Od Lotusa C.D. Khadayam

Widziałem po ojcu, że nie jest zadowolony. Wręcz na krawędzi, by się przemienić i spalić kogoś po drodze. Nigdy jakoś nie miał nerwów, zawsze tracił cierpliwość. Zazwyczaj gdy byłem w ogrodzie, swoim pokoju i szlajałem się po zamku. Słyszałem krzyki, huk oraz szlochające kwiaty. Po rozmowie z nimi, mogłem usłyszeć co tym razem się wydarzyło. Gdy ze mną rozmawiał, rzadko wspominał o mamie, a czasem nawet urywał w trakcie zdania i zmieniał szybko temat. Musi być to dla niego bolesne.
Teraz jednak to ja będę uczestniczyć w takiej sytuacji. Tak naprawdę też, rozumiem jak się może czuć. Musi sam wychowywać dziecko, do tego ktoś odebrał nam mamę. Chciał odnaleźć i zapewne spytać się mordercy czemu to uczynił. Nie wiem, czy by go zabił, czy się rozkleił. Trudno jest rozczytać jego emocje. Gdy jest zły, może być też smutny, ale gdy staram się to rozszyfrować pojawiają się dodatkowe zachowania i emocje, które to komplikują. Nawet to spotkanie z demonicą, jest czymś nowym przynajmniej dla mnie. Mogę spotkać prawdziwego demona, gdyż rzadkie jakieś inne rasy nas odwiedzają. Podczas ostatniej wizyty elfów. Dowiedziałem się, że jest zupełnie inna pora roku niż na terenie posiadłości. Tego nie wiedziałem. Opowiedzieli mi o świecie zewnętrznym, jednakże nie chciałem go odwiedzać. W domu jest o wiele ciekawiej niż można się spodziewać. Są tu nawet podziemne lochy, w których można spotkać różne stworzenia. Raz udało mi się spotkać wodne stworzenia, rozmowa z nimi była pouczająca.

5 stycznia 2021

Od Khadayam C.D. Lotus

 Demonica podparła się rękami na biodrach i skierowała księżycowe oczy na młodego smoka. Zdarzało jej się widywać go wcześniej, ale nigdy z tak bliska. Rzecz jasna, nikt poza nią nie wiedział, że czasami nachodziła rodzinę Yanlei, by upewnić się, czy z synem Kaliope wszystko w porządku. Ona sama nigdy nie przyznałaby się przed sobą, że w jakikolwiek sposób jej zależy na bezpieczeństwie dzieciaka. „Przebywanie zbyt daleko od ofiary paktu powoduje dyskomfort. Nie zamierzam nikogo pytać o pozwolenie, po prostu podejdę do niego na tyle blisko, by dyskomfort zniknął. Po prostu zaspokajam w ten sposób swoje potrzeby”.
Lecz teraz miała wreszcie okazję z nim porozmawiać. No, może nie do końca była to wymarzona okazja, bo mina Qerisa po pojawieniu się chłopaka pozostawała nieodgadniona, ale Khadayam nie spodziewała się lepszych okoliczności. W zasadzie, w ogóle nie spodziewała się, że pozostaną połączeni.

Od Lotusa C.D. Khadayam

Coś się stało. To coś pojawiło się na moim ciele. Obudziłem się chyba z krzykiem, ojciec przyleciał szybko, tak samo, jak służki. Wygonił je i sam zaczął sprawdzać. Jego wyraz twarzy. Tak łatwo go rozczytać. Złość i ten charakterystyczny grymas, który też miał przy mamie. Podobno, tak jedynie mi ktoś powiedział. Wracając, jednak do tego, co się pojawiło. Wyglądało to, jak kwiat, a może bardziej runa w kształcie pustynnego kwiatu, czarnej eszewerii, rozżarzona niczym rozgrzany węgiel. To nic mi i tak nie mówiło. Tuż po lewej stronie pod żebrami. Wiem, tyle że wygląda to bardzo znajomo, tak jakbym już to gdzieś widział, ale nie jestem pewien, gdzie to mogło być.

Od Khadayam C.D: Lotus

Dzień zaczął się jak każdy inny. Może z jednym wyjątkiem. W tym szczególnym dniu Khadayam przebudziła się bardzo wcześnie, bo jeszcze przed czwartą nad ranem. Ze snu wyrwał ją nieuzasadniony napływ adrenaliny. Diablica nie miewała snów i tym razem nie było inaczej, więc nie mogła w żaden sposób usprawiedliwić tego przypadku. Poza tym, wcale jej się nie chciało nad tym zastanawiać. Uniosła lekko powieki i zignorowała delikatną poświatę bijącą od runy demonicznego paktu, postanawiając pospać parę godzin dłużej. Serce dżina przyspieszyło rytmu, ale Khadayam praktycznie nie mogła tego poczuć, podobnie jak w niewielkim stopniu odczuwała istnienie innych organów w swojej ludzkiej formie; czuła za to nietypowe zachowanie energii wewnątrz fizycznej skorupy. Westchnęła cicho, co zabrzmiało nieco jak warknięcie i przewróciła się na lewy bok, aby w ten sposób zakryć symbol widniejący pod żebrami. Przyciągnęła jedną z poduszek, przyłożyła do niej głowę niemal z agresją i zacisnęła powieki z wielką siłą.

2 listopada 2020

Od Nataniela C.D Valentino

Anioł rzadko czuł się zbity z tropu, ale w tym wypadku, czuł zupełne… zagubienie? Nie spodziewał się demona w takim miejscu jak to. Tym bardziej w roli lekarza. Nie tyle, co przez ich pierwsze spotkanie, co bardziej przez fakt, iż szansa na ich spotkanie w takich okolicznościach była niesamowicie niska. W tej sytuacji nie było miejsca na przypadek. Sam Bóg wyraził chęć by znów ich skierować ku sobie, otóż to. Teraz jednak, nim podda się Bożej woli. Nim pod swe skrzydła weźmie istotę demona, musiał zająć się tym, po co tu przyszedł. I jeden z pierwszych razy w swym życiu, jego niezachwiane skupienie, roztrzaskiwało swoje jestestwo w imię płonącego rozkojarzenia.Ciężko było mu tak po prostu przestać myśleć o Valentino. Wszak od dnia ich spotkania, niezaprzeczalnie zajmował mu głowę, myślał o tym, co skrywało się w jego oczach. Nigdy nie spotkał, tak oświeconego demona. Tak czystego w swym chaosie.
Choć zbłądził, wierzył, że łatwością będzie go nakierować, a wtedy osiągnie perfekcje. Można więc zrozumieć, czemu w tejże sytuacji było mu tak ciężko myśleć o czymkolwiek innym. Obiekt jego ciągłych rozmyślań, teraz siedział przed nim. I choć próbował zachować spokój, tak jak i Nataniel. Między nimi panowała gęsta atmosfera, zbyt łatwo wyczuwalna, by tak po prostu ją zbyć.
A jednak, starając się ciągnąć temat, główny temat ich spotkania, mężczyzna odchrząknął, widocznie uciekając wzrokiem. Anioła dotknęła myśl, czemu w zasadzie nie natknął się na niego wcześniej w tym miejscu. Lecz po chwili zrzucił to, na wole bożą.

11 września 2020

Od Lenniego C.D Christopher

Nowy dzień powitał go jak co dzień, tym samym obrazem nicości malującej się przed jego wypłowiałymi oczami. Nawet nie musiał ich otwierać. Wszak wszystko co widział, było projekcją odbijających się dźwięków. Tak czy inaczej, normalnie starałby się szybko zakryć swoje oczy, pod opaską czuł, że są bezpieczne. Jednakże jego umysł doskonale zapamiętał, że Chris nazwał je pięknymi. Właśnie...Christopher, pomyślał i jeszcze nie do końca rozbudzony, mechanicznie począł dotykać pościeli, poszukując dłonią mężczyzny. Ten o dziwo wciąż leżał obok, nie wydawał z siebie żadnych dźwięków, zupełnie jakby spał, aczkolwiek Lennie wątpił by było to możliwe. Jego wątpliwości rozwiały się, gdy android złapał go lekko za nadgarstek, tak, z pewnością nie spał. Lennie uniósł kącik ust. Westchnął przy tym głęboko, myśląc o obrazie wczorajszej nocy, który wciąż malował się głęboko w jego głowie. Pozostawiając po sobie dziwny, zmieszany z poczuciem wstydu, niedosyt. Trudno mu było tak w zasadzie opisać uczucie, jakie nim kierowało. Nigdy nie był wystawiony na coś podobnego i czuł się z lekka, jakby jakieś drzwi w jego umyśle, dotychczas szczelnie zamknięte. W końcu się otworzyły. Aczkolwiek nie lekko uchyliły, a uderzyły z pełnym impetem. Przerywając bieg swoich myśli, obrócił się spokojnie na bok, poczynając głaskać starszego po poliku. Miał miękką skórę, delikatną i zadbaną. Z oczywistych powodów, nigdy nie zwracał na to większej uwagi.

29 sierpnia 2020

24 sierpnia 2020

4 sierpnia 2020

Od Asliego C.D Wladimir


-Mhm… - mruknąłem, a moje wyschnięte oczy zapragnęły się rozpłakać. Za mglisto-mlecznym poczuciem przeszłości, nie znajdowałem niczego poza tępym bólem głowy. Takim, jak gdybym po prostu za długo spał. Frustrujące rozleniwiające uczucie, nic więcej. Gdzieś tam, w więzieniu mojego nowego umysłu, siedział ten ja, który mógł teraz szlochać, jak rozgoryczone dziecko. Rozlać wszystkie emocje, wyrzucić je z siebie z krzykiem. Ale ten ja był za głęboko, bym mógł coś poczuć. Moje oczy pozostawały suche, ruchy mechaniczne, nieśpieszne. - Hej, pozwól, że cię o coś zapytam, umiesz w ogóle kochać?
-Czemu pytasz – zapytał zbity z tropu, każdego chyba zdziwiłoby podobne pytanie, rzucone całkowicie nagle. Takt porzuciłem gdzieś po drodze, nie obchodziło mnie więc, czy robiłem dobrze.
Sam musiałem się zastanowić, dlaczego właściwie je zadałem. Zamilkłem, na kolejną chwilę, która mogła ciągnąć się wiecznością. Myśli w mojej głowy przepływały wyjątkowo wolno, mieliły się, jak przez młyn. A każda kolejna przychodziła z ciężkością, dociążając mój obolały umysł.
Westchnąłem.

25 czerwca 2020

Od Chris'a C.D: Lennie

Kiedy zgodziłem się na przeprowadzenie go do górnego kręgu liczyłem zaledwie na materialny zysk. Chciałem otrzymać swoją zapłatę i pozbyć się "problemu" jakim to uważałem młodego demona. Czułem się oszukany odkrywając, że chłopak nie ma pełni mojej zapłaty, nawet jeżeli mogło to być do przewidzenia, i to był jedyny powód dla którego chciałem go zatrzymać przy sobie. Chciałem mieć pewność, że nigdzie mi nie ucieknie do czasu pełnego spłacenia długu. Teraz jednak moje uczucia względem jego obecności ulegały zmianie. Nie, nie mogłem powiedzieć, że się zakochałem. Nie mogłem nawet tego nazwać zauroczeniem. Zwyczajnie… Nauczyłem się doceniać jego obecność. Zauważyłem w niej korzyści, jakich wcześniej nie dojrzałem. Byłem nawet gotowy powiedzieć, że chciałem, aby został, choć wciąż nie akceptowałem jego runy.

Wolną dłonią pomasowałem znamię na swojej szyi i dopiero teraz zauważyłem czemu moje zbliżenie z demonem było aż tak przyjemne. To była wina runy. To ona spowodowała, że czułem z nim coś, czego nigdy wcześniej nie odczuwałem z nikim innym. Czy mogłem uznać te doświadczenia za kłamliwe? Poczuć się oszukanym? Nie byłem pewien i zaskakująco nie odczuwałem złości tym spowodowanym. Aktualnie czułem jedynie spokój zmieszany z nutką zmęczenia, którego tak dawno nie doświadczyłem. 

Ułożyłem się obok Lenniego, nie chcąc ryzykować ułożeniem na nim swojej pełnej wagi, choć wciąż obejmowałem go ramieniem i pozwalałem mu trzymać swoją dłoń. Zadziwiało mnie to jak wygodnie mi było tak po prostu leżeć z nim w moich ramionach. Było to czymś rzadkim dla mnie. Zazwyczaj koniec stosunku oznaczał koniec czułość. Ubierałem się i wychodziłem. Jedyny powód, dla którego mogłem z kimś spędzić nieco dłużej czasu była potrzebą prysznica. Nigdy nie czułem przywiązania do osoby drugiej. Maksymalnie chęć na ponownej wspólnej zabawy. Tym razem było inaczej. Chciałem, aby chłopak czuł się bezpiecznym, aby i on był usatysfakcjonowany. 

-I jak? - wymruczałem w końcu, przerywając tym samym ciszę do tej pory zajmowaną jedynie przez jego nierówny oddech. 

-To było wyjątkowe... Nie spodziewałem się.

Choć jego twarz była zaczerwieniona przez mieszankę podniecenia i wysiłku naszej wcześniejszej czynności, po jego głosie wyczułem, że istniał jeszcze trzeci powód czerwieni. Demon był zawstydzony tym co zrobiliśmy, a przez moje myśli przeszło krótkie "uroczy". Szybko skarciłem ten cichy głos szepczący na tle mojego umysłu i mruknąłem w odpowiedzi.

-Czego się nie spodziewałeś? Że mógłbym aż tak dobrze się tobą zająć? Nie doceniasz mnie - nie umiałem się powstrzymać przed cichym śmiechem. Oczywiste w końcu było, że byłem dobrym kochankiem. Byłem maszyną, idealny we wszystkim co robiłem. Doświadczony nawet zanim zacząłem sypiać z różnymi istotami. Nie ciężko było doprowadzić jego biologiczne ciało do satysfakcji.

-Nigdy nie domyślałem się nawet że to ogólnie może być tak przyjemne przeżycie... No i...że do niego dojdzie między nami - po tej wypowiedzi jego kąciki ust uniosły się w zadowolonym uśmiechu.

Moja jedyną reakcją było poczochranie włosów młodszego. Pozwoliłem mu bardziej wtulić się w moje ramię i zauważyłem leniwe ruchy jego ogona zapewne wskazujące na zadowolenie. Momentami przypominał mi przerośniętego kota przychodzącego po pieszczoty tylko po to, aby po chwili podrapać. W momentach domagania się pieszczot był znośny. W momencie chęci drapania miałem ochotę pozbyć go jego pazurków. Ale czy chciałbym się pozbyć niego ogólnie? Nie mogłem tego powiedzieć.

Zamknąłem oczy, pozwalając sobie nie myśleć o pracy ani zadaniach, które zwykle zajmowały moje myśli. Nie pamiętałem kiedy ostatni raz sobie pozwoliłem na taki relaks, bo w końcu go nie potrzebowałem. Nie potrzebowałem snu. A może tylko tak mi się wydawało. 

Nim jednak przełączyłem się w stan spoczynku poczułem jak Lennie nieudolnie próbuje nas okryć resztkami pościeli. Dopiero teraz zauważyłem co te pazurki zdołały zrobić. Rozerwać materiał, tym samym powodując, że był on ledwie zdolny do użytku. Myśl zakupów powodowała u mnie niechęć, lecz nie odczuwałem złości z tego powodu. Nawet się cicho zaśmiałem. 

-Jutro kupimy nową pościel - poinformowałem go.

8 maja 2020

Od Lenniego C.D Christopher


[Uwaga: Opowiadanie to zawiera sceny erotyczne. Rozwijasz całość na własne ryzyko.]

9 lutego 2020

Od Wladimira c.d. Asli

Zachowanie chłopaka irytowało mnie w zasadzie bez większego powodu. Nie robił nic, co można by uznać za szczególnie denerwujące, a mimo to ciężko było mi zmusić się do odpowiedzi pozbawionych sarkazmu. Kiedy pił spokojnie krew, dotarło do mnie w końcu, skąd biorą się u mnie aż tak skrajne odczucia, których przeważnie byłem pozbawiony. On po prostu wziął to, do czego byłem przyzwyczajony, metaforycznie rzucił na podłogę i podeptał. Co gorsza, całkowicie nieświadomie! Wszystkie moje poprzednie dzieci zrywały się nagle, trawione głodem. Nie wahały się, szybko pochłaniały pierwszy posiłek, który miał zregenerować ich siły po męczącej przemianie. Było to dla nas oczywiste. Pretensje z tego powodu wydawały mi się wręcz zabawne. Wtedy wszyscy wiedzieli, co mają robić i jak. Niepisane zasady zostały spełnione.

3 lutego 2020

Od Chris'a C.D: Lennie

[Uwaga: Opowiadanie to zawiera sceny erotyczne między przedstawicielami tej samej płci. Rozwijasz całość na własne ryzyko.]

1 lutego 2020

Od Asliego C.D Wladimir


Uratuj mnie.
Ocalisz moje życie.
Za wszelką cenę, obronisz mnie.
Niech tak się stanie.

Oczy rozbłysły posłusznie, przekierowując polecenie do swojej ofiary. Miałem tyle szczęścia, że nasze spojrzenia się spotkały, ale to szczęście stało się jednocześnie przekleństwem, którego w tamtym momencie nie byłem świadom. Haczyki manipulacji zakotwiczyły się wygodnie w umyśle mężczyzny, na stabilnej powierzchni, poczęły zbierać żniwa. Zmuszały go do desperackiego wykonania życzenia. Żerowały na wspomnieniach, na ukrytych emocjach, wpijały się w chemię mózgu. Z wolna usuwając inne myśli, tworząc presję. Ofiara mogła się miotać, walczyć z samym sobą, niczym mrówka walcząca z pasożytniczym grzybem, by koniec końców i tak wejść na najwyższą gałąź. Umiejętność jednak nie zabijała ofiary, jak wspomniany pasożyt. Z wolna opuszczała umysł, pozostawiając jednak po sobie widmo życzenia. Potrzebę by je pełnić, przynajmniej przez pewien czas.
Matka mówiła, że nie wolno manipulować istotami, matka mogła kłamać.

31 stycznia 2020

Od Valentino Cd. Nataniel

Choć od samego poranka podskórne napięcie łączące w ścisły splot niewytłumaczalną ekscytacje z niepokojem podrażniało go niewyobrażalnie swoją instynktownością, od kiedy przekroczył próg swojego skromnego mieszkania z tymi samymi co zawsze zimnymi oczyma patrzył na wszystko co mijał. Jak co dzień prosił Boga o siłę, by mógł jej dać jak najwięcej swoim pacjentom. Stoicki spokój był wymogiem profesjonalizmu, od którego nie mógł odstępować w pracy, bowiem ona również była jego misją od Pana, misją pomocy. Bez niej dokonywanie sądów mogłoby stać się niezrównoważonym mordem, karmiącym jego zepsutą naturę demona. Opieka nad tymi, na których Stwórca zesłał najcięższe próby wiary, przypominała mu o celu. Próbując ocalać ich zagubione w ciemności dusze, próbował wyrwać swoją z niedającego się wyplewić grzechu swojej rasy. Nie był to jednakże grzech pierworodny, dający się zmyć z pierwszych ludzi chrztem a przyrodzona ohyda. Gdyby miał próbować zmyć ją z siebie, przedarłby się przez skórę i mięśnie, a szorując ze swojego koszmaru kości, byłby równie brudny.

19 stycznia 2020

Od Lenniego C.D Christopher

Alkohol przyjemnie szumiał w głowie, delikatnie rozluźniając mięśnie i tworząc złudne ciepło. Czułem je, siadając na brzegu łóżka, na którym zazwyczaj spałem sam. Android nie potrzebował snu, odpoczywał na sofie, lub po prostu w nocy pracował. W zasadzie, dopiero teraz tak rozmyślając, zdałem sobie sprawę, jak luźno podchodziłem do spania w tym miejscu. Chcąc nie chcąc, czułem się tu bezpiecznie.
- Masz jakieś preferencje? Akcja, przygodówka, czy coś? - Zapytał, już leżąc na łóżku.
Ja wciąż siedziałem, wyprostowany, może nieco zbyt sztywno, ale peszyła mnie taka bliskość androida. Nie miałem pewności, gdzie powinienem się ułożyć
-Wybacz...nie miałem nigdy styczności z filmem. - Oznajmiłem, będąc tyłem do mężczyzny i ekranu, nie robiło to w zasadzie żadnej różnicy, wszak nie zmieniało to fundamentalnego problemu, że nie widziałem jego osoby. Ani filmu, który właśnie wybierał. Zdawałem sobie sprawę, że szyba zmienia się w ekran. Fascynowała mnie ta myśl, ekscytowałem się wizją jak spektakularnie musiało to wyglądać.  A dla androida ta cała magia, była codziennością. Której zapewne nie doceniał, ale przecież zapewne ja, nie doceniałem wielu innych rzeczy, które były mi zbyt powszednie.
- A z książkami czy coś? - Dopytał, przesuwając dłonią w powietrzu, czułem delikatne ruchy powietrza, tworzące niewyraźny obraz dłoni za mną.
- Cóż, głównie naukowe...chciałbym byś pokazał mi coś swojego -Rzuciłem łagodnie, choć wciąż byłem z lekka spięty. Niemniej interesowało mnie, co wybierze Chris, prócz dłubania w sprzęcie i graniu w karty; często hazardowym graniu w karty, nie wspomniał za bardzo o swoim hobby. Był treściwy, oschły i zamknięty. Oboje rzadko inicjowaliśmy luźne rozmowy, chyba że Christopherowi się nudziło. Wtedy zwykle zaczynał jakiś temat, by zażegnać niezręczną ciszę.

10 listopada 2019

Od Nataniela C.d Valentino


-Co cię tak trapi, Natanielu? -Zapytał zatroskanym tonem, by po chwili dodać -Zapewne znów nazbyt zaangażowałeś się w jakąś sprawę, czyż nie tak?
Zerknąłem na młodego wilkołaka, jednego z najmłodszych tutaj, szybko się uczył, a jego ciepło, zachwycało wszystkich. Był moim ulubieńcem, choć starałem się być bez stronniczy. A jednak, pomimo tego, oraz zaufania jakim go darzyłem. W pierwszej chwili, chęć moja dążyła do okłamania go. Stanowiło to maleńki grzech, a jednak zbyt wielki by beztrosko go użyć.
- Ostatnio... – Zacząłem ostrożnie, skupiając wzrok na swym, wciąż okrytym zielenią ogrodzie. Mimo iż za bramą już dawno zaczęła panować jesień. Widok tego kontrastu, wpływał na mnie podwójnie, można by rzec, nieczysto. - Pewnego razu, gdy byłem w dolnym kręgu, doszło do sytuacji, w której poznałem mężczyznę. Był to zagubiony demon, który w imię boga, zabijać chciał błądzących. A tak samo błądził jak istoty, które karał. Myślę o tym jak musi tonąć. Nie mogąc zrozumieć kim jest i co powinien zrobić. Nie mogę zaprzestać się zadręczać, rozpaczą, jaka musi go obejmować.
Casprian z początku milczał, nie wymuszałem żadnej reakcji z jego strony, gdyż miałem świadomość, że rozumie moje słowa. Cisza między nami się nie piętrzyła, wręcz przeciwnie, zawsze zdawała się łagodna, dobra do przemyśleń.
- Więc, poszukujesz go, gdy idziesz do dolnego? - Zdobył się w końcu na nieśmiałe pytanie.

15 lipca 2019

Od Einara C.D Adama


  Dzisiejszej nocy, coś się we mnie rozpadło, z cichym hukiem rozbiła się bańka w której żyłem, przez szereg lat. I czułem się nagi i przerażony, osamotniony w ciemności w której nagle się znalazłem. Nie chciałem myśleć, o tym co mogło się stać, gdyby tylko nie przechodził obok, nie zareagował. To wydawało mi się tak surrealistyczne, jak sen. Co mogło się wydarzyć, za każdym razem, ilekroć wymykałem się nocą? Skuliłem się na zimnych kafelkach łazienki, mając chęć jedynie zanieść się głuchym szlochem. Siłą się powstrzymałem, nie chciałem sprawiać problemu Adamowi i jego rodzinie, poza tym… nie wypadało mi. Czy się domyślił? Jego siostra, zdawało mi się że w jej oczach dojrzałem błysk zrozumienia, czy powie mu? Jak zareaguje? Co zrobi ojciec, gdy dowie się, że zniknąłem?

9 lipca 2019

Od Hayden'a C.D: Laren

Uwaga: Opowiadanie zawiera sceny stosunku między dwoma przedstawicielami tej samej płci.

14 czerwca 2019

Od Cedrika C.D.: Victor

Jak zwykle z rana panował całkiem spory ruch. Nowy miał co robić. Radził sobie nie najgorzej, a nawet mógłbym się połasić o stwierdzenie, że nie byłem mu potrzebny. Nie bałem się kradzieży, chociaż na pewno nie była niczym miłym. Mogłem spokojnie zostawić tego prawie obcego mężczyznę samego sobie. Ogarnęła mnie jednak olbrzymia niemoc. Obezwładniający, przykuwający do miejsca marazm. Ostatnim czasem miałem dość sporo na głowie, zazwyczaj nie pozwalało mi to na osunięcie się zbyt głęboko we własne myśli. Uczynienie tego w pracy, czy innym miejscu publicznym, wydało mi się jakiś czas temu prawie niemożliwe. Z letargu wyrwało mnie dopiero intensywne spojrzenie wilkołaka. Prawdopodobnie o coś zapytał, może tylko rzucił krótkim tekstem, by zagaić rozmowę. Teraz oczekiwał odpowiedzi lub jakiejś reakcji, na którą ja nie miałem najmniejszego pomysłu. W końcu zdecydowałem się na lekkie, obojętne skrzywienie i przytaknięcie.
- Naprawdę? - zapytał zaskoczonym głosem, a na jego usta wkradł się nieco drwiący uśmiech.
Wybiło mnie to lekko z równowagi. Mimowolnie zacząłem zastanawiać się, o co mogło chodzić, skoro aż tak zdziwiło go moje przytaknięcie. Potrzebowałem zagrać na czas.
- No... - zacząłem, przeczesując myśli w poszukiwaniu dogodnego tematu.
Szatyn nadal uparcie milczał, choć oczywiście mógł w tym momencie podjąć próbę ratunku też kulejącej wymiany zdań. Lekko mnie tym irytował. Widział, jak się męczę przez kolejne sekundy. Kiedy w końcu, w akcje desperacji, zacząłem bąkać coś na kształt przeprosin (bardzo, bardzo niepodobnego do nich i całkowicie pozbawionego składni), wilk zlitował się nade mną i odparł jakby nigdy nic:
- Żartuję, pytałem tylko jak długo znajduje się tutaj ta piekarnia - zrobił to nieco niechętnie, czerpiąc rozrywkę z mojego miotania się w kółko.
Miałem do tej jego zabawy mieszane uczucia. Moja zwyczajowa obojętność zderzyła się z niecodzienną dla mnie irytacją. Nie byłem jednak na tyle bucowaty, by robić komuś z tego powodu awanturę. Tym bardziej że faktycznie wprowadziło to nieco życia do mojej zwyczajowej rutyny. Po chwili doszczętnie wyzbyłem się niezręczności i prychnąłem cicho, czym tylko powiększyłem samozadowolenie szatyna. Nie miałem ochoty zaczynać rozmowy od tej sytuacji, jednak na myśl o dalszej niezbyt przyjemnej ciszy nie dawała mi spokoju.
- Nie mów mi per "pan" - odparłem tonem obojętnym i w rzeczywistości niezbyt mnie to obchodziło.
Dygresja zaskoczyła wilka. Odchrząknął, by nie dać tego po sobie poznać. Poprawił się na krześle, nie odpowiadając od razu. Prawdopodobnie chciał pokazać, że dla niego także ta rozmowa jest całkiem lekka.
- Więc jak mam ci mówić? - zapytał, nie podnosząc na mnie nawet wzroku.
- Cedrik - rzuciłem, niewiele myśląc, bo raczej nie było o czym.
- Victor - odparł machinalnie.
Dalszą wymianę zdań uniemożliwił dzwonek, a także nieuniknione jego następstwa, którym była między innymi obsługa klienta. Dało mi to chwilę na zastanowienie się nad dalszymi losami tej pogawędki. Nie chciałem, by poszło to w kierunku wydarzeń z parku. Victor pożegnał klienta i zajął z powrotem miejsce na sąsiednim krześle.
- Daleko stąd mieszasz? Jakoś nigdy cię tu nie widziałem - rzuciłem od niechcenia.
Miałem lekką nadzieję, że mężczyzna się rozgada na ten temat. Rzeczywiście miałem nadzieję, że nie przypadkiem spotkaliśmy się tylko raz. Wtedy ja nie musiałbym zbyt wiele mówić, a słuchanie jednym uchem zdecydowanie bardziej mnie satysfakcjonowało. Nigdy nie wiadomo, która prosta rozmowa może przynieść ciekawe informacje.

<Poddałam się lol xD>