Nie spodziewałem się,
że Waltteriemu może aż tak spodobać się mój strój. Mnie niekoniecznie przypadał
on do gustu. Niewygodny i zbyt długi. Czułem się w nim jak w sukience. Nie to
by sukienki były złe czy coś. Nawet niektórzy mężczyźni mogli w takich ładnie
wyglądać, ale ja zawsze stawiałem na praktyczność, zamiast wygląd. Nie to bym
pozwolił sobie wyjść w czymś brudnym, podartym czy generalnie paskudnym, ale
też nie przeszkadzało mi, że nie wyglądam elegancko. Na szczęście w dolnym kregu
na takie rzeczy nie zwracali uwagi. Już bardziej się odstawało w właśnie typowo
elfich szatach. No ale, skoro mój wampirek tak chciał to mogłem to dla niego
zrobić. Szczególnie, że przy nim byłem bezpieczny.
Zadrżałem lekko z
zimna, gdy znów wyszliśmy na mróz. Nigdy nie byłem fanem chłodu, a teraz mogłem
kryć się wewnątrz ciepłej rezydencji. Na szczęście spacer jednak nie miał być
długi. Co prawda były dwa kluby znacznie bliżej, ale czy to z sentymentu czy
preferencji zmierzaliśmy do tego najbardziej oddalonego od naszego domu. Nie
miałem przy sobie pieniędzy, byłoby to czystym idiotyzmem. Nie chciałem dawać
innym dodatkowego powodu do możliwego ataku. A tak regulowałem swoje długi wysyłając
kogoś ze straży z pieniędzmi następnego dnia. Najwyższe położenie w hierarchii
tej części miasta było niezwykle przydatne.