Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Canis & Waltteri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Canis & Waltteri. Pokaż wszystkie posty

7 maja 2018

Od Canisa C.D.: Waltteri


Podobnie, jak za czasów ulicy, Canis nie miewał spokojnych snów. To znaczy, na samym początku, chyba pod wpływem afrodyzjaku, stanowczo mógł powiedzieć że były to sny natury ciekawej i przyjemnej. I bynajmniej nie czystej.  Póki jeszcze w snach pojawiały się jego wspomnienia z przelotnych spotkań i par z młodości, to pal licho. Ba, nawet bawiła go senna wizja, wspomnienie jak musiał wyciągać Lau z jakiejś bardzo głupiej opresji, bo ten stwierdził, że w zemście za zniewagę przystawi się do żony szefa gangu. O tak, bardzo genialny plan. Zwyczajnie - godny Laurentisa.

4 marca 2018

Od Waltteriego C.D Canis


   Wyprosić od kogoś śniadania, nie było łatwo. Lecz gdy w końcu mi się udało, od razu poszedłem w stronę sali tronowej. Nie czekając na nic. Drzwi otworzyłem z hukiem, pierwszym co dostrzegłem był fakt iż wilk dotrzymał złożonej mi obietnicy.  W pomieszczeniu jednak pomimo jego aktualnego ciała, panowała cisza, niezręczna i chłodna. Sądziłem, że skoro będzie w ludzkiej formie, będzie rozmawiał z Lilim. A jednak… między nimi zdawała się istnieć… bariera? Mniej więcej rozumiałem podział na pracownika i pracodawcę. Pana i służącego… ale czy to naprawdę wykluczało przyjaźń?     Nie wiedziałem i nie obchodziło mnie czy to jak sam traktowałem Lilka było słuszne. Ale czy można było nazwać mnie pracownikiem? Teoretycznie byłem jego ochroniarzem, ale nawet jakbym nim nie był, chroniłbym go z uczucia którym go obdarzyłem, tak samo ochroniłbym Canisa.

23 lutego 2018

Od Canisa C.D: Waltteri

 Patrzyłem na chłopaka, dorosłego mężczyznę, jak się okazało, ponad dwa razy starszego ode mnie, z niedowierzaniem, ukrytym jednak pewną, niezmienną miną. Umiałem liczyć, w końcu, trzeba było się uczyć, żeby pilnować, by nikt mnie nie orżnął podczas wygranych na walkach. Siedemdziesiąt dwa lata. Długo nie będę w stanie w to uwierzyć. Wiedziałem, że wampiry pierwotne są w większości... niestabilne psychicznie, subtelnie mówiąc. Ale spodziewałem się, w sumie nawet nie wiem, bardziej żalu i bycia zgorzkniałą, wściekłą istotą. Nie zachowywania się tak młodo.  I radośnie. Zwłaszcza, że przecież Waltteri, wydziedziczony też na pewno nie miał kolorowo w życiu. Fakt, miał czas się z tym pogodzić, ale tak czy siak. Budził mój podziw. 

20 lutego 2018

Od Waltteriego C.D Canis


   Stanąłem w niewielkiej odległości  od wilka, zastanowiłem się chwilę i ignorując jego pytanie zbliżyłem się jeszcze kilka centymetrów. W niedługim czasie odkryłem coś interesującego, przynajmniej dla mnie.
   -Jesteś wyższy – Zauważyłem i odsunąłem się, zarazem znów zachowując dystans, by nie peszyć mężczyzny. Wczoraj nie był zadowolony z tego, jak go dotknąłem, w sumie mało kto lubił mój dotyk, jakby samo zetknięcie mojego palca z cudzą skórą, miało parzyć, lub pozbawić życia.  W pewnym sensie było to na swój sposób nieprzyjemne, jednak chociaż Lili nie miał ze mną problemu, a nawet lubił ciepło mojego ciała, które tworzyłem specjalnie dla niego  –Mam na imię Waltteri  Zefrin Quicker. Fajne nazwisko? Sam sobie wymyśliłem kiedy rodzice mnie wydziedziczyli, u ludzi było popularne, tak przeczytałem – Powiedziałem dumny z siebie, splatając swoje palce wesoło za plecami, by po chwili przenieść swój wzrok z Canisa, za okno. W środku gdzieś wewnątrz, poczułem drobne ukłucie, niewielkie, lecz frustrujące, jak wbita drzazga, której nie sposób wyjąć.
   - Co takiego zrobiłeś, żeby cię wydziedziczyli? - Zapytał, prychając, po czym oparł się o parapet. - Pasuje ci. – Skomentował jeszcze krótko, ale tym razem, pytanie przysłoniło mi resztę. 
Zamyśliłem się i zamilkłem, ponura cisza przez jakiś czas narastała, uparcie wpatrywałem się w taflę szkła, nawet nie zwracając uwagi, na to co się za nią znajduje. Spochmurniałem,  czując jak moje oczy zaczyna przysłaniać kurtyna łez, zamrugałem szybko kilka razy. Dlaczego chciałem płakać? Nie rozumiejąc odruchu swojego organizmu skrzywiłem się na chwilę, to nic strasznego. To po prostu rzeczywistość, tak już jest, po co płakać ? Na powrót się uśmiechnąłem.

16 lutego 2018

Od Canisa C.D.: Waltteri


Gdy nie byłem już dużej potrzebny, jak tylko przyszedł strażnik z porannej zmiany i odprawił mnie skinięciem głowy, wróciłem do pokoju. Na progu zgarnąłem swoje ubrania i od razu wskoczyłem pod lodowaty prysznic. Potrzebny, by się uspokoić, ułożyć myśli. Nie znoszę osób, których zachowania nie jestem w stanie przewidzieć, wyczuć, co mogą zrobić. Ci to potrafią wszystko spieprzyć w najlepszym możliwym momencie. A wampir właśnie taką osobą jest. Jego wygląd, tak zwodniczy jak u syren. Przecież to stworzenie wyglada jak dziecko. Prycham, sięgając po płyn do mycia, zauważając, że chyba większość istot młodszych ode mnie uważam już za dzieci. I jeszcze wyglada tak niegroźnie. Drażni mnie, że jest w stanie udawać tak niegroźną istotę. Nie, żebym sam był wzorem ideałów, by wywyższać się nad innych, jednak o wampirach, z doświadczenia, dobrej opinii nie mam. Do tej pory nie spotkałem żadnego, który miał by równo pod sufitem. Każdy był mniej lub bardziej walnięty. I każdy z nich żywił się krwią. Ile ciał widziałem, leżących w zaułkach Dolnego Kręgu, o pustych oczach, bladej skórze. Zimnych, pustych skorupach, pozbawionych chociażby zapachu życia. Pozbawionych krwi, wyssanej całkowicie jedynie dla zabawy. Bo przecież można. 
Sam tez zabijałem, to fakt. Rankiem, gryzłem, szarpałem, ale nigdy nie dla zabawy. Nigdy, tylko dlatego, że mogłem. 

10 lutego 2018

Od Waltteriego C.D Canis

   Noc była bardzo śliczna, a ja nie mogłem spać. Czułem głód, jednak miast się ruszyć po kawałek plastiku (czy czegoś tam z czego robią woreczki na krew, nie byłem chemikiem) z cieczą w środku, znudzony siedziałem na swoim łóżku i nasłuchiwałem dźwięków, którymi tętniła rezydencja. Mało ich było, większość leniwych istot spała i Liliś też spał. Pewnie byłby zły gdybym go obudził tylko po jedzenie. A jakbym tak zrobił to jakiejś dziewce pracującej w roli służącej, jeszcze zaczęłaby krzyczeć. Głupie baby. Marszcząc brwi, zerknąłem za okno. A może tak wyruszyć na polowanie? Nie chciało mi się, trzeba było do tego zaangażowania, a od kiedy mieszkałem u pół elfa, nie musiałem już się w to bawić i nie tęskniłem za tym. Musiałbym pewnie znowu kogoś gonić, włamać mu się do domu lub udawać kobietę przed jakimś upitym obrzydliwcem. Im dłużej o tym myślałem, tym czułem większą niechęć. Westchnąłem więc jedynie głęboko i niemal jak odpowiedź z nieba na moje marudzenie o posiłek, usłyszałem TO. Ciężkie łapy wilka, nieporadnie starające się zachować ciszę przy swoich ruchach. Oraz ten zapach, tak tylko on tak pachniał. Piesek Lieluna. Uśmiechnąłem się od ucha do ucha, a moje serce zabiło mocniej z nagłej ekscytacji, na myśl o tym co chciałem zrobić.    Lecz zaraz mina mi zrzedła. Musiałem być miły, Liliś mógłby być zły jeżeli pieskowi by się coś stało. W końcu zwierzaczek często leżał mu u stóp. Głupi wilk, czy on jeszcze nie pojął, że nie musi być tak blisko naszego pana? Był tylko kupą futra na czterech łapach. Pupilkiem. Gdyby pojawiło się PRAWDZIWE zagrożenie, to oczywiste że tylko ja mógłbym chronić władcę. Prychnąłem podirytowany, chwilowo zdominowany przez uczucie zazdrości, lecz szybko się zreflektowałem.
   Z drugiej strony, musiałem docenić, że się stara, nie wyglądał na kogoś, kto zdradziłby Lilę przy pierwszej lepszej okazji, a elf nauczył mnie już, że w dolnym kręgu nawet przyjaciel wbija ci nóż w plecy dla zysku. Głupie istoty, lecz teraz nie był czas na takie rozmyślania.

7 lutego 2018

Od: Canisa C.D: Waltteri

Było jeszcze nieco przed świtem, gdy Canis  cicho opuścił swój prosty pokój.  Z doświadczenia wiedział, że w tych godzinach straże najłatwiej przysypiają, a sen staje się najgłębszy. Zresztą i tak nie opuszczał miejsca odpoczynku z niechęcią. Lubił się wylegiwać, jak każdy chyba, jednak nie miał ochoty trwać dalej w niespokojnym świecie wspomnień, pełnym twarzy, które wracały jedynie, by go zmartwić.  Przed  tym, jak Pan Podziemi spotkał go i przyjął do swojej rezydencji jako strażnika, Canis nie miał problemów ze snami. Chociaż, pewno by miał, jednak wolał je szybko tłumić. Gdy tracił przytomność, to po alkoholu, to po jakiś lżejszych narkotykach, czy zwyczajnie wyczerpania i bólu po nielegalnych walkach z innymi wilkołakami, zwykle nie miał nawet siły by śnić.  Jego noce wtedy pełne były ciemności i spokojnej ciszy. Teraz jednak miał po co wstawać, a także nie mógł sobie pozwolić na dalsze wyniszczanie samego siebie tym świństwem, które go otumaniało. I nawet nie miał już na to ochoty.
Przeciągnął się, a kości jego kręgosłupa strzelały głośno, w ciszy ciemnego korytarza.  Zamknął za sobą drzwi, po czym schylił się, by zostawić sobie prostą koszulę, w komplecie ze spodniami, tuż  pod drzwiami. Tak, by nikt się o nie nie potknął. Nocą wolał przemieszczać się w formie wilka, jako, że wtedy inni nocni strażnicy nie mieli wątpliwości, kim jest. Także węch i słuch stawały się mniej drażniące, niż w ograniczającej go, ludzkiej formie.  Dniami natomiast przebywał często w wilczej formie, bo tak było zwyczajnie praktyczniej.