Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archiwum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archiwum. Pokaż wszystkie posty

4 stycznia 2020

Próby Atrybutów [Wstęp]

Idąc przez miasto zauważasz dziwny budynek. Jest on pusty, zaniedbany, a jednak spod szpary w drzwiach wyłania się dziwna łuna światła. Nieważne jak bardzo starasz się o tym nie myśleć, coś i tak nakazuje ci wejść do środka. Powoli wspinasz się na dwa schodki i sięgasz po klamkę. Jest nienaturalnie chłodna w twojej dłoni. Przekręcasz ją powoli i słyszysz ciche kliknięcie. Drzwi są otwarte, więc pchasz je do przodu. Nie na oścież, tylko tak aby zmieścić się w wytworzonej szparze. Niczym złodziej wkradasz się do środka i zamykasz za sobą drzwi frontowe. Coś Ci mówi, że nie chcesz kusić innych istot. Ten dom możesz…nie…musisz! zwiedzić tylko ty. Podążasz długim korytarzem. Twoje stopy zwinnie poruszają się na zakurzonym dywanie, a oczy tylko przez sekundę zawiesiły się na odpadającej ze ścian tapecie w kolorze kremu. Teraz twój wzrok utknął na kuli światła, która leniwie lewituje pod portretem jakiegoś starca. Choć wcześniej jej blask uciekał przerwą pod drzwiami, przez które przeszedłeś, teraz była ona zaledwie wystarczająco jasna, aby móc cię prowadzić. Była przyjemna dla oczu i zdawała się ocieplać swoje otoczenie. W momencie, gdy podszedłeś do niej, coś cię pokusiło. Wyciągnąłeś swą dłoń w kierunku kuli, a gdy koniuszki palców już je musnęły, twoje otoczenie się zmieniło. Już nie stałeś w dziwnym korytarzu, które posiadało zaledwie drzwi frontowe i obraz na przeciwnej ścianie. Teraz znajdowałeś się w okrągłej sali pełnej drzwi, a naprzeciwko stał staruszek z obrazu. Podpierał się on obiema dłońmi na prostej drewnianej lasce i uśmiechał się do ciebie przyjaźnie.

Czego chce od Ciebie nieznany starzec, czy coś zagraża twojemu życiu, czy to jest sposób na bogactwo? Dowiedź się już dziś poprzez zaczepenie "Nocta" na discordzie! Kontynuuj tą niezwykłą przygodę! 

Administracja nie odpowiada za możliwe rozczarowanie się fabułą tej sesji. 

13 sierpnia 2019

Od Reinera C.D: Andre


Zaskoczyła mnie szczerość demona. A przynajmniej wydawało mi się, że mówi prawdę. Była możliwość, że kontynuował ze swoimi kłamstwami, zaledwie nadając im nutę szczerości. Pokazać jak bardzo się natrudził, aby sztucznie okazać, że przedmiot jest niby bezpieczny albo że naprawdę działa. Nie miałem jakiś nadzwyczajnych umiejętności magicznych, ale czułem energię zawartą w lustrze, tak jak to tłumaczył czarnowłosy. Ale czy była dokładnie tym, co on opisywał? Tu pewności nie miałem. Wiedziałem zaledwie, że nie było to codzienne zwierciadełko. Wsłuchiwałem się jednak z uwagą w przemowę starszego, obserwując przy tym jak spaceruje po sklepie, aby ostatecznie zatrzymać się u mojego blatu. Przedmiot zdolny zajrzenia w przeszłość? Też znałem coś takiego. Zwało się książką. Ale z drugiej strony książka mówiła tylko tyle, ile wiedział jej autor i ile chciał przekazać. Były kłamliwe. A gdyby to lustro potrafiło pokazać prawdziwe wydarzenia? Zdecydowanie mogłoby zainteresować pewne osoby. I jeszcze z bonusem pokazywania przyszłości? Aż dziwne, że chciał się go pozbyć.

27 kwietnia 2019

Od André C.D: Reinera

Monety ześlizgnęły się na dno kieszeni, zabrzęczały cicho, metalicznie.
André niósł wzrok, napotkał złote, połyskliwe oczy czerwonowłosego demona, od dłuższej chwili wyczekującego odpowiedzi. Czarnowłosy uśmiechnął się do niego połową ust, lekko, odruchowo.
Nawet jeśli spodziewał się nieco lepszej ceny za ptaka, czuł ulgę z samego faktu sprzedaży. Dzwoniąca ciężkość w kieszeni płaszcza była przyjemna, a pustka w miejscu, gdzie jeszcze niedawno znajdowało się pudełko obite aksamitem, tak niewielka i niedostrzegalna. Jak każdy demon, uwielbiał pieniądze. Błyskotki, świecidełka, biżuterię i szlachetne kamienie również, ale do pieniędzy miał szczególną słabość. Lubił kształt monet, ich dźwięk, wygląd, idealne wymiary. Wolał je od fantów. Fantami opłacało się tylko handlować, tylko wciskać je ulicznym kretynom za niebotyczne sumy.
Sięgnął do innej kieszeni, rozważył pospiesznie, jak zareklamować kolejny przedmiot. Uznał, że tym razem nie będzie strzępić języka, uwinie się szybko, bez czarowania, bez bezskutecznych prób ugrania czegoś ładnym uśmiechem. Czas naglił, liczba przedmiotów, których chciał się pozbyć, zmniejszyła się dokładnie o... jeden. Miał jeszcze sporo pracy, a czerwonowłosy wyglądał na zniecierpliwionego jego zuchwalstwem. Gdy obracał w palcach słowika, zobaczył w jego ruchach wielką skrzętność, zimny sceptycyzm, cichą podejrzliwość. André nie dziwił się mu wcale. Na jego miejscu zresztą obejrzałby go jeszcze dokładniej.

9 kwietnia 2019

Od Cedrika C.D.: Hayden

Zazwyczaj przebywając w dolnym kręgu, wolałem pozostać pod postacią wendigo. Prawdopodobieństwo, że ktoś zaczepi wielkiego, dziwacznego stwora było znacznie mniejsze, niż zwykłego przechodnia. Tak przynajmniej zakładałem, skoro spotkanie z kimkolwiek podczas wieczornych powrotów było czymś rzadkim, a nawet dziwnym. Przeważnie persony, które nawiązywały ze mną kontakt,  nie były trzeźwo myślące.
Tym razem jednak wyjątkowo polowałem podczas pełni. Nigdy za nią nie przepadałem, a mój duch całkowicie nie potrafił jej strawić. Właśnie dlatego, gdy tylko mogłem, zmieniłem się w ludzką formę. Pozwalało mi to jako tako znosić nieprzyjemną atmosferę.
Mijając kolejne szare, głośne bloki w drodze powrotnej zastanawiałem się, ile czasu minęło, odkąd ostatnio zdecydowałem się oglądać je z tak bliska. Mogły to być miesiące, ale i lata. Coraz częściej łapałem się na gubieniu w rachubie czasu.
Skręciłem w ulicę, która prowadziła w kierunku przejścia do kręgu górnego najbliżej mojego domu. Nie spodziewając się nikogo o tej godzinie na swojej drodze, wykonałem ten skręt dość ostro, wręcz wypadając zza rogu. Jak można się spodziewać, akurat wtedy ktoś musiał wpaść na ten sam sposób skrócenia sobie drogi. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że omalże nie wpadłem na kolegę po rasie, poznanego niewiele wcześniej. Od zderzenia uratował nas prawdopodobnie tylko i wyłącznie jego refleks.

21 marca 2019

Od André C.D: Victora

Widząc, że wilkołak w zastraszająco szybkim tempie zbliża się do schodów, André z nadludzką prędkością skoczył do drzwi i zatarasował mu przejście własnym ciałem. Przez chwilę znajdowali się na tyle blisko siebie, że jedwabiście lekki zapach Górnego Kręgu znów przedarł się do jego nozdrzy, natychmiast przywołując odurzające wspomnienie krystalicznie czystego stawu na tle bladobłękitnego nieba, czystego i przejrzystego jak szkło. Słońce na nim wiszące ciepłym blaskiem oświetlało zielone łąki, a w ich wysokich, przetykanych kwieciem trawach, igrał ciepły wiatr.
Odegnał z umysłu tę napastliwą wizję. To nie był jego świat. Nie chciał go oglądać.
Une minute, mon ami - zatrzymał chłopaka, wykonując dłońmi serię pojednawczo-uspakajających gestów. Uśmiechnął się nader sympatycznie, lecz - jak zawsze - uśmiech ten zatrzymał się na ustach. Nie sięgnął bystrych, niepokojąco opalizujących żółtych oczu przebiegłego węża.

26 lutego 2019

Od Reinera CD: André

Przyglądałem się demonowi i już czułem kłopoty. Nie, nie uważałem, że się na mnie rzuci czy zagrozi mojemu dobytkowi. Ale przeczuwałem, że będzie coś knuł. Albo coś postara się ukraść, albo będzie męczący w targowaniu się. Czułem to w kościach, ale na mojej twarzy i tak widniał lekki uśmiech. Byłem w połowie swojego porannego napoju. Jak tak o nim teraz pomyślałem, to miałem nadzieję, że demon nie wyczuje dodatkowego specyfiku w mojej herbacie. Mimo wszystko wydawało mi się, że miał charakterystyczny zapach. Co, jeżeli by zrozumiał co to? Miałem wtedy grać głupka? Jezu, czemu ja się tym tak martwię. Obcy demon za niedługo sobie pójdzie i więcej go (chyba) nie zobaczę. Westchnąłem lekko i upiłem kolejny łyk.
Irytowało mnie jego ciągłe dotykanie wszystkiego i odkładanie gdzie popadnie. To, że w sklepie dla wielu panował chaos, nie oznaczało, że można było sobie ot tak przekładać przedmioty wedle zachcianki. Przedmioty były, gdzie były, bo tak miało być. Później będę musiał je przekładać, ale to już po tym jak jegomość opuściłby mój lokal. Póki co nie chciałem, aby przestawiał więcej przedmiotów i z tego powodu, kiedy jego dłoń sięgnęła po księgę, ja go ostrzegłem, aby jej nie dotykał. Nie było właściwie w niej nic specjalnego, a przynajmniej tak mi się wydawało. Nie do końca się znałem na takich duperelach, a runy wydawały się fałszywe. Tak czy siak wiedziałem, że kiedyś uda mi się ją opchnąć jakiemuś łatwowiernemu komuś, co to chciałby się zabawić w okultyzm. A póki co obserwowałem, jak mężczyzna cofa swą dłoń i podchodzi do lady.

24 lutego 2019

Od Victora C.D: André

Elf ledwo zdołał złapać za klamkę, gdy niezidentyfikowana butelka poleciała w jego stronę, trafiając w tył głowy. Zachwiał się na nogach, starając przez się chwile utrzymać, lecz wszystko przed oczami Michaela wirowało jak na karuzeli, tracąc ostrość obrazu — niczym drobinka farby akwarelowej w sporej kropli wody na kartce. Ściany zdawały się samoistnie zmieniać położenie, a grunt pod nogami osuwać, wszystko natomiast nasycało się coraz to ciemniejszą barwą. Powieki stawały się cięższe, a utrzymanie równowagi praktycznie niemożliwe. Nogi uginały się pod jego własnym ciężarem. Siwowłosy leciał do tyłu, czując, jakby znajdował się w otchłani, w której mógł spadać bez końca w ciszy — wszelkie odgłosy bijatyki i wołania podopiecznego nie docierały do niego. Victor w ostatniej chwili złapał elfa w pasie, który z impetem uderzyłby o podłogę. Chaos w karczmie nabierał na sile, wilkołak ułożył nieprzytomnego w bezpiecznej pozycji w pobliżu drzwi w kącie, aby nikt nie podeptał jego ciała. Próbował go ocucić, jednakże bezskutecznie.

18 lutego 2019

Od André C.D: Victora

Po odejściu wilkołaka od kontuaru, André wzruszył ramionami do starego, jakby sam nie rozumiał, dlaczego chłopak potraktował go w tak szorstki i obojętny sposób. Miał przecież najuczciwsze zamiary, poza tym był całkiem uprzejmy, mimo swego niedbałego sposobu bycia i karczemnych manier - bardzo zresztą przystających do miejsca, w którym się obecnie znajdowali.
- Wiesz co, Ann - zagaił Harren po chwili namysłu, dla podkreślenia wagi swych słów, rzucając na blat mokrą szmatę do polerowania szklanek. Była źle wyżęta i kilka kropel prysnęło na czarny płaszcz szatyna. - Gadaj zdrów, ale coś mi tu paskudnie śmierdzi... Nie ty, nie krzyw się tak, mówię meta... metaflorycznie, pojmujesz? Rozumiesz, czym jest metaflora, czy to dla ciebie za mądre? No, dobrze więc. Także jak już mówiłem, coś mi tu śmierdzi. Jak już wspominałem, nie mam nic do ciebie, broń Bóg, alee... ta twoja śpiewka to jakaś tandeta, bajeczka dla grzecznych dzieci. No bo sam zauważ, skoro znacie się tyle lat, to dlaczego ten fircykowaty młokos na początku nawet na ciebie na spojrzał, hę?

16 lutego 2019

Odchodzi: Victoria Hunter

Powód: Brak kontaktu z autorem

22 stycznia 2019

Od Victora C.D: André

 Dolny Krąg, jak dawno Victor tu nie witał. Rozglądnął się krótko po otoczeniu, które ani trochę się nie zmieniło. Wszystko było takie samo, pozornie ciche uliczki, opatulone grubą warstwą śniegu nawoływały, aby je odwiedzić. Zmrużył oczy, zawieszając wzrok na kilka sekund na grupę wampirów w ciemnym, wręcz martwym zaułku. Widząc ich żywiących się ofiarą, mimowolnie się skrzywił. Woń krwi ostro wdarła się w jego nozdrza, aż miał ochotę sam skąpać swe kły, lecz w ciele wampira. Wilkołak niezbyt tolerował ową rasę — ich przemądrzałość działa mu dobitnie na nerwy. Zresztą, nie rozumiał, jak mogą tak publicznie się żywić, ba, nawet nie sprzątali po sobie zwłok, prymitywy. Szedł dalej, z opiekunem przy swoim boku.

15 stycznia 2019

Od André C.D: Reinera

O tym, że jego posiadłość była ostatnimi czasy obiektem żywego zainteresowania lokalnych szumowin, dowiedział się przypadkiem.
Była noc, ciemna, zimna i wietrzna. Na dworze hulał wicher mroźny i klujący śniegiem. Ann, popijając wino, słuchał pogwizdywania wiatru w nieszczelnych oknach szynku. Właśnie miał zamiar udać się do kontuaru po następną kolejkę, gdy do jego uszu doleciały strzępki pewnej interesującej rozmowy. Wytężył słuch, z zaciekawieniem wodząc wzrokiem po zebranych, subtelnie szukając źródła dźwięku.
Kilka stolików dalej dwóch mężczyzn przyciszonymi głosami rozprawiało na temat planowanego włamania do pewnej starej posiadłości należącej do znanego w okolicy łotra. Jeden z nich - niechlujnie ubrany starzec o małych szczurzych oczkach i łysinie starannie ukrytej pod kapturem - był zdecydowanym entuzjastą tego pomysłu. Uderzając raz po raz na wpół opróżnionym kuflem o blat, orzekał, że gdyby znał szczegóły, sam chętnie wziąłby udział w kradzieży, jako że ów łotr kiedyś okpił go na dwieście plantae, sprzedając kolię z fałszywych pereł, które, nawiasem mówiąc, prezentowały się zupełnie jak prawdziwe i dopiero jubiler przy próbie sprzedaży uświadomił mu, że są felerne. Drugi z mężczyzn był bardziej oszczędny w słowach. Kiwał jedynie głową na uwagi towarzysza i leniwie sączył coś z porysowanego kubka. Od niechcenia wtrącał tylko od czasu do czasu kilka ogólników, na przykład, że słyszał, iż podobno przyszli łupieżcy spodziewają się znaleźć w niej niebywałe kosztowności, w tym przedmioty o niecodziennych właściwościach. Łysy zaśmiał się na to perliście i stwierdził, że ten, kto ośmieli się po nie sięgnąć, nie napotka trudności, gdyż posiadłość, w której podobno to są ukryte, wygląda na zniszczoną i niestrzeżoną. Jeszcze kilka chwil rozmawiano o włamaniu, potem zaczęto rozprawiać o interesach, aż w końcu obaj panowie pożegnali się i każdy ruszył w swoją stronę.

10 stycznia 2019

Od Reinera C.D: André

Poranek był jakże typowy. Wybudziłem się z pustego snu. Takiego bez żadnych obrazów czy niezwykłych przygód. Był to znany mi koszt zdolności wkradania się w cudze sny. Oznaczał on, że twoje własne nie mają żadnej barwy, są nijakie. Z tego powodu niezbyt lubiłem zapadać w ten stan, ale czasami miałem taką potrzebę. Choćby by szybciej minęła noc albo by zregenerować ciało i umysł. Z łóżka wymaszerowałem do łazienki, a tam jak zawsze najdłużej spędziłem pod prysznicem, ogrzewając zmarznięte ciało. Zabawne. Przez tyle lat co pracowałem w tym sklepie pewno mogłem zaoszczędzić na coś lepszego albo chociaż na lepszą izolację ścian. A ja jak ten osioł upierałem się przy pozostaniu tutaj i wolałem wkładać pieniądze tylko w nowe produkty na sprzedaż oraz drobne przyjemności. To już nawet nie było hobby, to było uzależnieniem.
Ubrany w typową dla mnie odzież udałem się do kuchni. Tam przygotowałem herbatę i dolałem do niej swojego specyfiku. Zauważyłem, że ich ilość drastycznie zmalała. Oznaczało to, że będę musiał zamówić nowe, ale póki co jeszcze mi się nie śpieszyło. Ufałem osobie, która mnie w nie zaopatrzała i wiedziałem, że on też wie na kiedy musi wyprodukować ich więcej. Parę razy zastanawiałem się co dokładnie w nich jest, ale uznałem, że będę zdrowszy w niewiedzy.

4 stycznia 2019

Od André C.D: Victora

Wysłużone drzwi otworzyły się z przeciągłym skrzypnięciem. Do pomieszczenia od razu napadało śniegu, chłodny wiatr zakołysał zasłonami, zatańczył w czyichś długich włosach, zgasił najbliższą świecę. Siedzący na ławie przybłęda zatrząsł się i szczelniej opatulił płaszczem, zniszczona elficka kobieta zaklęła, a starzec z koźlimi rogami zmarszczył brwi i łypnął na postać stojącą w progu. Gdy drzwi zamknęły się, kilka obdartych osób zaczęło szemrać i nerwowo łypać na nowo przybyłego, inne tymczasem zupełnie zignorowały jego przybycie.
Ann uśmiechnął się pół drwiąco, pół życzliwie i teatralnie skłonił się zebranym. Szybko pozbył się śniegu z ramion, strzepnął długie poły płaszcza i wdzięcznie stuknął o siebie butami. Wśród obecnych nie wypatrzył wielu znajomych twarzy, a tych, których jako tako kojarzył, pozdrowił skinieniem ręki. Przemknął cicho między stolikami, rozglądając się za wolnym miejscem. Miał szczęście - właśnie zwolniło się jedno przy barze. Gdyby nie to, zapewne trochę poczekałby sobie na wolny stolik - zimą tanie knajpy zawsze były wypełnione po brzegi, a ich goście nie bardzo kwapili się, by je opuszczać.

26 grudnia 2018

André Cavalier

 Pseudonim: Ann
Wiek: 112 lat | Data urodzenia: 10/03/3456
Płeć: Mężczyzna | Orientacja: Biseksualny
Rasa: Demon | Krąg: Dolny
 Zawód: Łotrzyk | Klan: Brak

Charyzma: 6 | Inteligencja: 7 | Percepcja: 6
 Siła: 3 | Wytrzymałość: 4 | Zręczność: 4
 Szczęście: 2

Umiejętności: Czarna Magia (ś), walka wręcz (ś), łacina (ś), j. Arughar (w), j. francuski (ś), j. angielski (p)

Poziom: 2 | Punkty: 83/150

22 listopada 2018

Od Haydena C.D: Cedrik

Minął chyba prawie miesiąc od kiedy ostatnim razem widziałem się z drugim Wendigo. Szczerze mówiąc to nie liczyłem czasu, ale okres wydawał się długi od tego momentu. Nawet nie znałem jego imienia… Nie to by mi było do czegokolwiek potrzebne. Cieszyłem się zaledwie, że miałem już spokój od tego kretyna i liczyłem, że podczas następnego polowania nie będzie mi już przeszkadzał. Niechętnie wyszedłem ze swojego mieszkania i zamknąłem je na klucz. Sprawdziłem jeszcze czy na pewno są zamknięte, a następnie wyruszyłem swoją drogą. Jak to zawsze bywało, wyszedłem z mieszkania jedynie ze względu na swoją pracę. Dziś zaskakująco pracodawca był z dolnego kręgu i nie byle kto, bo główna burdel mama. Prosta kurwa, która umiała wymusić na innych posłuszeństwo by to oni puszczali się za nią, bo ze starości już nawet udawać orgazmu nie umiała. Nie cierpiałem dziwek, choć głównie tych, które się kurwiły z własnego wyboru. Istoty na tyle beznadziejne, że nic poza rozłożeniem nóg nie potrafiły. Wkurwiające suki, które często nawet nie wykonywały swojego zawodu. Szukały wyjścia by zapłacić im, ale one nie musiały nic robić. Ot zwykłe kurewki.

12 listopada 2018

Elinore Svea Solberg



Wiek: 18 lat | Data urodzenia: 12/12/3551
Płeć: Kobieta | Orientacja: Heteroseksualna 
Rasa: Anioł | Krąg: Górny
Zawód: Lekarz

Charyzma: 7 | Inteligencja: 7 | Percepcja:
Siła: 5 | Wytrzymałość: 4 | Zręczność:
Szczęście:

Umiejętności: Krycie skrzydeł (m), Walka wręcz (ś), Jazda konna (ś), Leczenie za pomocą magii (p), angielski (m), francuski (p)  

Poziom: 1 | Punkty: 0/50

28 października 2018

Od Cedrika CD.: Hayden

W jednej chwili otaczało mnie ciemne gwieździste niebo i gęsty las, w następnej budziły mnie promienie słońca w akompaniamencie pukania do drzwi. Okna mojej sypialni wychodziły na zachód, dlatego szybko zorientowałem się w czasie. Dzień chylił się ku końcowi, a czerwień wdzierająca się przez szybę była bardzo natrętna.
Zdążyłem przeleżeć wpatrzony w sufit jedynie kilka sekund. Kolejne naglące uderzenia wyrwały mnie z zamyślenia. Wolno ześlizgnąłem się z łóżka, po czym już o wiele szybciej naciągnąłem na siebie czyste ubranie.
Ubrawszy się, ruszyłem do drzwi, zastanawiając komu śpieszno aż tak, by znów uderzać knykciami o drewno w naglącym geście. Dużo łatwiej byłoby odpuścić, po prostu przyjść innym razem. Odgarnąłem włosy, które cały czas denerwująco leciały mi do oczu, a następnie otworzyłem natrętowi.

25 października 2018

Od Haydena C.D: Cedrik

Nagły atak kichania ze strony drugiego wendigo był dla Haydena absurdalny. Posiłek był już skończony i nic go więcej nie trzymało w danym miejscu. Szybko stracił zainteresowanie Cedrikiem, co doprowadziło do skupienia się na nowym interesującym zapachu. Przeniósł wzrok na istotę stojącą kawałek za drugim wendigo i dopiero teraz zauważył swojego brata. Zamarł w bezruchu, zaledwie skupiając na nim swój wzrok. Elf, jednakże zdawał się nie zwracać uwagi na swojego brata. W zamian za pomocą magii zmusił Cedrika do położenia się. Nekromanta nie zamierzał być dłużej częścią tej komedii. Ostrożnie obszedł obie postacie z zamiarem wydostania się z zaułka. Nie zdążył wyjść, choć właściwie nie do końca miał taki zamiar. Nawet w tej formie nie zostawiłby Lessliego. Oddał mu cząstkę swojej duszy i widocznie jego wewnętrzny duch to wyczuwał. Kiedy jego brat do niego podszedł, on wydał cichy dźwięk brzmiący niczym mruczący dinozaur. Nieco bardziej piskliwe niż dźwięk wydawany przez kota, lecz stanowczo okazujący czułość.
- Wyczułem tu dwa Wendigo, obawiałem się, że dojdzie do walki więc przyszedłem – oznajmił zmartwiony w trakcie głaskania łba Haydena.

20 października 2018

Od Cedrika CD.: Hayden

Moja naturalna apatia nasiliła się ostatnimi czasy. Jedyne, na co miałem ochotę, to siedzenie na parapecie i przyglądanie się istotom w dole. Nawet mój duch wyciszył się niczym skulony przed kominkiem kundel. Zaskoczyło mnie to, gdyż nigdy nie posądzałem go o takową umiejętność. Odkąd pamiętam, miotał się, jak nadpobudliwy szczeniak. Właśnie dlatego stwierdziłem, że potrzebuję przerwy. Wyrwania się ze spokojnego i poukładanego życia.
Było to jednak trudne. Pewnie dla wielu wyda się prostym zatrudnienie jakiegoś pracownika, który zajmie się interesem. Podpisanie umowy, a następnie udanie się na zasłużony wypoczynek. Ja jednak, jak na osobę pozbawioną emocji miałem dość sporo problemów ze sobą. Na czele wymieniałem zawsze zbyt bujną wyobraźnię i przewrażliwienie na punkcie znanych mi miejsc. Nie miałem problemu z wymienieniem kilku mniejszych lub większych katastrof, które mogły się przydarzyć podczas mojej nieobecności. Począwszy od prostej kradzieży a zakończywszy na puszczeniu całej piekarni z dymem. Można powiedzieć, że mój przypadek klasyfikował się na pomoc psychiatryczną albo przynajmniej psychologiczną. Nie bałem się o brak dochodów, a raczej przymus zmian. Miałem pewność, że nie byłbym na nie gotowy. Szczególnie do tego momentu pałałem niechęcią.

19 października 2018

Od Haydena C.D: Cedrik


Tego dnia Hayden czuł przypływ głodu. Często zapominał o tym uczuciu. Dzisiaj jednak wiedział, że zbliża się pora żywienia. Jego brat również wiedział, kiedy to Hayden przyjmuje swoją drugą formę i wybiera się na łowy. Nekromancie zależało na elfie i nigdy nie chciał go zranić. Właściwie to nawet w swojej nowej formie był delikatny wobec brata, co było rzadkością wśród jego podobnym. Mimo to, nie chciał narażać Lessliego. Nawet kiedy jeszcze przebywali wspólnie w górach, Hayden wyruszał na łowy samotnie i wracał w przeciągu dwóch dni. Nigdy nie był agresywny wobec swojego brata i nie starał się nim pożywić. Jednakże, to w trakcie jednych z jego łowów stracił Lessliego i teraz obawiał się, że w przypadku jego drugiej śmierci, nawet on nie zdołałby przywrócić jego duszy do ciała.