Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Valentino & Nataniel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Valentino & Nataniel. Pokaż wszystkie posty

2 listopada 2020

Od Nataniela C.D Valentino

Anioł rzadko czuł się zbity z tropu, ale w tym wypadku, czuł zupełne… zagubienie? Nie spodziewał się demona w takim miejscu jak to. Tym bardziej w roli lekarza. Nie tyle, co przez ich pierwsze spotkanie, co bardziej przez fakt, iż szansa na ich spotkanie w takich okolicznościach była niesamowicie niska. W tej sytuacji nie było miejsca na przypadek. Sam Bóg wyraził chęć by znów ich skierować ku sobie, otóż to. Teraz jednak, nim podda się Bożej woli. Nim pod swe skrzydła weźmie istotę demona, musiał zająć się tym, po co tu przyszedł. I jeden z pierwszych razy w swym życiu, jego niezachwiane skupienie, roztrzaskiwało swoje jestestwo w imię płonącego rozkojarzenia.Ciężko było mu tak po prostu przestać myśleć o Valentino. Wszak od dnia ich spotkania, niezaprzeczalnie zajmował mu głowę, myślał o tym, co skrywało się w jego oczach. Nigdy nie spotkał, tak oświeconego demona. Tak czystego w swym chaosie.
Choć zbłądził, wierzył, że łatwością będzie go nakierować, a wtedy osiągnie perfekcje. Można więc zrozumieć, czemu w tejże sytuacji było mu tak ciężko myśleć o czymkolwiek innym. Obiekt jego ciągłych rozmyślań, teraz siedział przed nim. I choć próbował zachować spokój, tak jak i Nataniel. Między nimi panowała gęsta atmosfera, zbyt łatwo wyczuwalna, by tak po prostu ją zbyć.
A jednak, starając się ciągnąć temat, główny temat ich spotkania, mężczyzna odchrząknął, widocznie uciekając wzrokiem. Anioła dotknęła myśl, czemu w zasadzie nie natknął się na niego wcześniej w tym miejscu. Lecz po chwili zrzucił to, na wole bożą.

31 stycznia 2020

Od Valentino Cd. Nataniel

Choć od samego poranka podskórne napięcie łączące w ścisły splot niewytłumaczalną ekscytacje z niepokojem podrażniało go niewyobrażalnie swoją instynktownością, od kiedy przekroczył próg swojego skromnego mieszkania z tymi samymi co zawsze zimnymi oczyma patrzył na wszystko co mijał. Jak co dzień prosił Boga o siłę, by mógł jej dać jak najwięcej swoim pacjentom. Stoicki spokój był wymogiem profesjonalizmu, od którego nie mógł odstępować w pracy, bowiem ona również była jego misją od Pana, misją pomocy. Bez niej dokonywanie sądów mogłoby stać się niezrównoważonym mordem, karmiącym jego zepsutą naturę demona. Opieka nad tymi, na których Stwórca zesłał najcięższe próby wiary, przypominała mu o celu. Próbując ocalać ich zagubione w ciemności dusze, próbował wyrwać swoją z niedającego się wyplewić grzechu swojej rasy. Nie był to jednakże grzech pierworodny, dający się zmyć z pierwszych ludzi chrztem a przyrodzona ohyda. Gdyby miał próbować zmyć ją z siebie, przedarłby się przez skórę i mięśnie, a szorując ze swojego koszmaru kości, byłby równie brudny.

10 listopada 2019

Od Nataniela C.d Valentino


-Co cię tak trapi, Natanielu? -Zapytał zatroskanym tonem, by po chwili dodać -Zapewne znów nazbyt zaangażowałeś się w jakąś sprawę, czyż nie tak?
Zerknąłem na młodego wilkołaka, jednego z najmłodszych tutaj, szybko się uczył, a jego ciepło, zachwycało wszystkich. Był moim ulubieńcem, choć starałem się być bez stronniczy. A jednak, pomimo tego, oraz zaufania jakim go darzyłem. W pierwszej chwili, chęć moja dążyła do okłamania go. Stanowiło to maleńki grzech, a jednak zbyt wielki by beztrosko go użyć.
- Ostatnio... – Zacząłem ostrożnie, skupiając wzrok na swym, wciąż okrytym zielenią ogrodzie. Mimo iż za bramą już dawno zaczęła panować jesień. Widok tego kontrastu, wpływał na mnie podwójnie, można by rzec, nieczysto. - Pewnego razu, gdy byłem w dolnym kręgu, doszło do sytuacji, w której poznałem mężczyznę. Był to zagubiony demon, który w imię boga, zabijać chciał błądzących. A tak samo błądził jak istoty, które karał. Myślę o tym jak musi tonąć. Nie mogąc zrozumieć kim jest i co powinien zrobić. Nie mogę zaprzestać się zadręczać, rozpaczą, jaka musi go obejmować.
Casprian z początku milczał, nie wymuszałem żadnej reakcji z jego strony, gdyż miałem świadomość, że rozumie moje słowa. Cisza między nami się nie piętrzyła, wręcz przeciwnie, zawsze zdawała się łagodna, dobra do przemyśleń.
- Więc, poszukujesz go, gdy idziesz do dolnego? - Zdobył się w końcu na nieśmiałe pytanie.

23 grudnia 2018

Od Valentino C.D. Nataniel


Próba pojęcia cudu, którym został obdarowany tak niespodziewanie, przerastała możliwości skonfundowanego umysłu Bosta. Czemuż jednak przeczucie zdawało się wcześniej zapowiadać sytuacje nieprzychylną? Wygwieżdżony blask bijący od niosącego miłosierdzie wysłannika Boga, emanował falą nieznanego dotąd dobra, oznaczającego dla demona jakby koniec snów. Bo w jego głowie już nie będzie spokoju, więc znów paranoja i strach, zastępy wątpliwości w inwazji na jego wymodlony cel. Czyżby miał przyjść kolejny etap w jego życiu, kolejna ogromna, niewyczekiwana zmiana? Dopiero ustabilizował sobie sposób realizacji misji od Pana. Wypracowana rutyna działania nie była czymś, z czego chciałby łatwo zrezygnować. Jednak wszystko udowadniało, iż nie ma stałości w niczym poza dobrem Zbawiciela. Wieczysty ład? Puki co wierzyć w to, że wszystko co układał sobie w głowie uraduje boskie serce.

24 sierpnia 2018

Od Nataniela C.d Valentino

Stając przed jego obliczem, zmierzyłem je nieoceniającym spojrzeniem. Moja twarz nie wyrażała żadnego grymasu, gdyż nie pozwalałem skalać swego umysłu nazbyt wczesnym osądem.
-Bóg broni życia i bóg sądzi. Bóg także daje szanse. Ja zaś, jako wysłannik mego miłosiernego ojca, nie wykonam wyroku, biorąc na swe barki ciężar odebranego życia, dopóki nie wykorzysta on mojej oferty zmiany swego żywota. -Prócz słów i naszych oddechów, panowała cisza, czas choć dalej nieubłaganie płynął. Zdawał się zatrzymać, w tej jednej chwili. I widziałem jak się zastanawia i jak nie chce dopuścić do siebie, swej widocznej jak na dłoni pomyłki. Zbyt dumny był i choć w jego duszy nie uświadczyłem dzikiego okrucieństwa. Chaosu absolutnego i porzucenia ojca naszego, to jednak natury swej całkowicie wyzbyć się nie potrafił.

12 maja 2018

Od Valentino Do Nataniela


Wysoki mężczyzna stał spokojnie, dokonując powolnej wymiany powietrza o bulwersującym wręcz stanie. Dolny Krąg nigdy nie zachwycał jakością życia, lecz patrząc się w niebo dało się docenić wiosnę, nawet jeśli trzeba było się przy tym mocno wysilić. Nie kierując jednak ciemnego spojrzenia na błoto oraz resztę bezeceństw, dawał sobie chwilę na modlitwę w skupieniu. Dzisiejszy dzień nie dawał dobrych znaków, choć nic niepomyślnego jeszcze nie miało miejsca. Bost mógł jedynie prosić  wybaczenie za swoją nieufność, jednakże przeczucie nie chciało mu dać spokoju. Niebieskość firmamentu pozostawała jeszcze niezmącona ciepłymi barwami wieczoru. Nie wiedział jednak, jak drastycznie ma zamiar się zmienić pogoda, więc wolał zając się swoim zadaniem, puki miał dość dobre warunki. W teorii, dziwnie było dokonywać krwawych osądów w biały dzień, lecz w tym miejscu pora nie miała żadnego znaczenia. Rozpustne dusze nie miały oporów przed niczym.