Anioł rzadko czuł się zbity z tropu, ale w tym wypadku, czuł
zupełne… zagubienie? Nie spodziewał się demona w takim miejscu
jak to. Tym bardziej w roli lekarza. Nie tyle, co przez ich pierwsze
spotkanie, co bardziej przez fakt, iż szansa na ich spotkanie w
takich okolicznościach była niesamowicie niska. W tej
sytuacji nie było miejsca na przypadek. Sam Bóg wyraził chęć by
znów ich skierować ku sobie, otóż to. Teraz jednak, nim podda się
Bożej woli. Nim pod swe skrzydła weźmie istotę demona, musiał
zająć się tym, po co tu przyszedł. I jeden z pierwszych razy w
swym życiu, jego niezachwiane skupienie, roztrzaskiwało swoje
jestestwo w imię płonącego rozkojarzenia.Ciężko było mu
tak po prostu przestać myśleć o Valentino. Wszak od dnia ich
spotkania, niezaprzeczalnie zajmował mu głowę, myślał o tym, co
skrywało się w jego oczach. Nigdy nie spotkał, tak oświeconego
demona. Tak czystego w swym chaosie.
Choć zbłądził,
wierzył, że łatwością będzie go nakierować, a wtedy osiągnie
perfekcje. Można więc zrozumieć, czemu w tejże sytuacji było mu
tak ciężko myśleć o czymkolwiek innym. Obiekt jego ciągłych
rozmyślań, teraz siedział przed nim. I choć próbował zachować
spokój, tak jak i Nataniel. Między nimi panowała gęsta atmosfera,
zbyt łatwo wyczuwalna, by tak po prostu ją zbyć.
A jednak,
starając się ciągnąć temat, główny temat ich spotkania,
mężczyzna odchrząknął, widocznie uciekając wzrokiem. Anioła
dotknęła myśl, czemu w zasadzie nie natknął się na niego
wcześniej w tym miejscu. Lecz po chwili zrzucił to, na wole
bożą.